Historia jednego utworu: Pearl Jam – „Jeremy”

Zegar w sali wybił godzinę 9:30. Znudzeni uczniowie wyczekiwali z utęsknieniem końca katorgi w szkole, chociaż było wiadomo, że nie wyjdą stąd jeszcze bardzo długo – wszakże była to dopiero druga godzina spędzona w placówce oświatowej tego dnia. Nauczycielka angielskiego, skądinąd bardzo surowa, wpajała młodzieży zasady ortografii, kiedy zabrzmiał odgłos otwieranych drzwi. Ukazał się w nich uciekinier z pierwszej lekcji – Jeremy. Zirytowana anglistka nie czekała długo – poczuwszy swój wychowawczy obowiązek odesłała delikwenta do dyrektora. Wtedy jeszcze nikt nie spodziewał się, że za kilka chwil szkoła Richardsona przejdzie do historii – przy akompaniamencie wrzasków wystraszonych dziewcząt i obecności wielkiej kałuży krwi nieopodal zapisanej nauczycielską ręką tablicy, przy której spoczywał niesforny chłopiec…

Początek tego wpisu brzmi trochę jak część fabuły thrillera. Nic bardziej mylnego – sytuacja ta miała naprawdę miejsce i wydarzyła się 8 stycznia 1991 roku w stanie Teksas. Później posłużyła ona Eddiemu Vedderowi za inspirację dla trzeciego singla z płyty „Ten„, którego nazwę wymieniłem już w tytule. Ale do rzeczy.

Jeremy Wade Delle – bo tak brzmi jego pełne imię i nazwisko – urodził się w 1975 roku w tym samym miejscu, w którym niecałe 16 lat później zakończył swój krótki żywot. Życie rzucało mu kłody pod nogi już od samego początku; rodzice żyli ze sobą jak pies z kotem, by ostatecznie rozstać się w 1979 roku. Jak wiemy z relacji świadków, chłopak nie miał dobrych kontaktów ani z matką, ani z ojcem. Dorastał w osamotnieniu, posiadając swój własny świat, do którego mało kogo dopuszczał. Jego koledzy i koleżanki z klasy opisywali go jako nieustannie smutnego i niezwykle zamkniętego chłopca, lecz pomimo tego cieszył się ich sympatią. Jego jedyną prawdziwą przyjaciółką była niejaka Lisa Moore, która tak mówiła o ich znajomości: „Zwierzał mi się ze swoich rozterek życiowych. Pisaliśmy do siebie liściki, które kończył zawsze słowem ‚odpisz’. Tego dnia napisał ‚do niezobaczenia’„. Poznali się na zajęciach dla trudnych dzieci, na które zmuszony był uczęszczać po przybyciu ze szkoły w Dallas.

jwd

W dniu swojej śmierci, już po odbyciu wizyty u dyrektora, wszedł jeszcze raz do sali. Stojąc na jej środku, wypowiedział ostatnie słowa: „Proszę pani, już mam to, po co poszedłem„. Kilka chwil później przystawił sobie do ust Magnuma .357 i na oczach ponad trzydziestoosobowego zbiorowiska nacisnął na spust, popełniając samobójstwo. Wszystko wydarzyło się w ciągu niecałej minuty – żaden ze świadków nie mógł go powstrzymać. Zapewne nigdy nie dowiemy się, dlaczego J.W.D. to zrobił. Policja odnalazła list pożegnalny, który jednak nie został nigdy ujawniony (i najpewniej nie będzie – sprawa ma przecież ponad 20 lat). Znamienne wydaje się – w kontekście sprawy Jeremy’ego – zdanie żywcem wyjęte z tytułu kawałka Nirvany: „I Hate Myself and Want to Die„.

Po ogromnym sukcesie komercyjnym bandu, historia Jeremy’ego zaczęła żyć własnym życiem, zbierając w 1996 roku krwawe żniwo. 2 lutego tego roku niejaki Barry Dale Loukaitis popełnił zbrodnię, która zapisała się w historii Stanów Zjednoczonych jako kolejny przykład na destrukcyjny wpływ kultury masowej na młodego człowieka. Po wejściu do klasy zabił on swojego nauczyciela algebry oraz dwóch uczniów. Miał w planach zabrać jednego zakładnika, by móc spokojnie wyjść ze szkoły. Jego pech polegał na tym, że zakładnikiem miał zostać Jon Lane – wuefista ze szkoły, który wkroczył do sali po usłyszeniu strzałów. Barry miał go na muszce, ale przebiegły i opanowany Lane zabrał mu broń i go obezwładnił, pomagając reszcie wydostać się z kryzysowej sytuacji.

bdl

W czasie procesu udowodniono, że Loukaitis uważał się – podobnie jak całe dziesiątki seryjnych morderców – za Boga, a pomysły czerpał z teledysku do utworu Pearl Jam (alternatywnego, który znajduje się pod tym akapitem) oraz z powieści Kinga i filmów takich jak chociażby „Urodzeni mordercy”. Sąd skazał go na podwójne dożywocie.

Historie obu chłopców dają do myślenia, pokazując, że nie na miejscu jest izolowanie kogokolwiek w grupie ludzi, bo choć nie musi się to skończyć aż tak tragicznie, to i tak przyniesie bardzo dużo złego. I chociaż grunge był z założenia przeciw światu i go nienawidził, to ten jeden utwór narobił zbyt wiele niezamierzonego zamieszania – tak w szeregach PJ (które musiało się tłumaczyć z tego utworu po sprawie B.D.L.), jak i w głowie niejednego, nieukształtowanego do końca dzieciaka zafascynowanego ciężkim graniem ze Seattle.

Jeśli spodobał Ci się tekst – polub profil na Facebooku:

http://www.facebook.com/pages/Muzyka-Nowaka/206024259434879

Ten wpis został opublikowany w kategorii Okołomuzycznie i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

11 odpowiedzi na „Historia jednego utworu: Pearl Jam – „Jeremy”

  1. Szpak pisze:

    Mocne stary ;D

  2. Christopher Nowak pisze:

    Bardzo mocne – myślę, że częściej będą się tu pojawiać teksty o genezie kawałków 🙂

  3. springseil pisze:

    O, widzisz, a ja czytałam, że Jeremy był bardzo przyjaznym i otwartym chłopcem i nic nie wskazywało, że źle mu się w życiu układa, co też doprowadziło do samobójstwa… Ech, te źródła. Ale czekam na więcej genez, zwłaszcza, że w dzisiejszych czasach utwory to jakieś gnioty utworzone z niewiadomo jakich myśli autora, na dodatku często kompletnie bez przesłania. Co stare, to dobre – czekam na więcej (z tą starością to tylko do muzyki tutaj, nie rozszerzajmy tego pojęcia :D)

  4. Christopher Nowak pisze:

    Skąd Ty wytrzasnęłaś to o otwartości? ^^ Dziwne, dziwne… No cóż – źródło a źródło, niemniej pewny jestem, że ta geneza jest dobra 😛

  5. Seba pisze:

    jak znajdziesz geneze wersu „dlaczego tede kurwom jest?” stawiam browar

  6. chamagolsky pisze:

    Nie kuś szatanie :> 😀

  7. WOW... pisze:

    Wzruszająca historia tego Jeremiego ale piosenka napisana na jego cześć to naprawdę coś.

  8. wera pisze:

    kiedyś to muzyka była coś warta chlip chlip

  9. Mirka pisze:

    ,,I chociaż grunge był z założenia przeciw światu i go nienawidził, to ten jeden utwór narobił zbyt wiele niezamierzonego zamieszania – tak w szeregach PJ (które musiało się tłumaczyć z tego utworu po sprawie B.D.L.), jak i w głowie niejednego, nieukształtowanego do końca dzieciaka zafascynowanego ciężkim graniem ze Seattle.”- Każdy interpretuje jakiś tekst inaczej,więc nie powinno się obwiniać tych muzyków za poczynione szkody.. Jak ktoś jest głupi albo ma zwaloną psychikę to już jego sprawa i wina innych,a nie tych,którzy napisali jakąś tam piosenke..To żałosne

  10. asia pisze:

    „The other story that the song is based on involved a student that Vedder knew from his junior high school in San Diego, California. He elaborated further in a 1991 interview:

    I actually knew somebody in junior high school, in San Diego, California, that did the same thing, just about, didn’t take his life but ended up shooting up an oceanography room. I remember being in the halls and hearing it and I had actually had altercations with this kid in the past. I was kind of a rebellious fifth-grader and I think we got in fights and stuff. So it’s a bit about this kid named Jeremy and it’s also a bit about a kid named Brian that I knew and I don’t know…the song, I think it says a lot. I think it goes somewhere…and a lot of people interpret it different ways and it’s just been recently that I’ve been talking about the true meaning behind it and I hope no one’s offended and believe me, I think of Jeremy when I sing it.”

    Skopiowane z angielskiej wikipedii. Wybacz, ale chyba jej bardziej ufam co do sensu tego utworu. Twoja chronologia kompletnie nie trzyma się kupy. Chyba, że jest to forum/blog czy cokolwiek, zajmujące się rozwijaniem wyobraźni – wtedy zwracam honor.

  11. Gveir pisze:

    „I chociaż grunge był z założenia przeciw światu i go nienawidził, to ten jeden utwór narobił zbyt wiele niezamierzonego zamieszania – tak w szeregach PJ (które musiało się tłumaczyć z tego utworu po sprawie B.D.L.), jak i w głowie niejednego, nieukształtowanego do końca dzieciaka zafascynowanego ciężkim graniem ze Seattle.”

    Bzdury, bzdury i pierdoły. Jeśli nie zapoznało się z genezą i samym grunge’m proszę nie wypowiadać banialuków o tym gatunku. Stworzyli go ludzie z pokolenia moich rodziców, ludzie oszukani przez system i rzeczywistość, niepotrzebnie topiąc życie w narkotykach, ale oddając duszą to co czuli. Aby zrozumieć ten gatunek, trzeba stanąć nad krawędzią życia: bez perspektyw, bez przyjaciół, z przytłaczającymi myślami. Mieszanka bólu i wściekłości. To był raz.
    Dwa – nie każdy seryjny morderca uważa się za Boga. Kocopoł nr dwa w tekście. Polecam poczytać troszkę o tych ludziach. W ogromnym procencie dzielą się na dwie kategorie: morderca seksualny i sadystyczny. Są przystosowani do życia w społeczeństwie, kamuflują się i zachowują normalnie. Planują przede wszystkim, nie działają pod wpływem impulsu. Inne kategorie to wizjonerski typ mordercy czy misyjny, jednak Ci są ogromną rzadkością, działają chaotycznie i są szybko ujmowani. Formowanie się seryjnego mordercy to proces bardzo złożony i w dzieciństwie NIGDY nie popełniają takich przestępstw. Kradzieże, pobicia, gwałty, znęcanie się, molestowanie – owszem. Z dorastaniem dochodzi do pierwszej morderstwa i inicjacji. Te dzieciaki to ofiary słabej psychiki, lekceważenia przez rodziców, presji środowiska. Potem kończą z sobą, ku rozpaczy ludzi. I zapłakana matka, patrząc w kamerę mówi „Nie wiem dlaczego to zrobił…”. A wystarczyło zaopiekować się dzieckiem.
    Tyle.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s