Wszyscy jesteśmy Kandydatami

Płyta roku, przyszły klasyk, arcydzieło, kolejne wyprzedzenie polskiego rapu o pięć lat – w większości takie właśnie opinie mogliśmy usłyszeć po premierze nowego krążka Mesa. Przychylam się do nich. Z tego też powodu pisanie jakiejkolwiek recenzji „Kandydatów” mija się z celem – można tylko słodko pierdzieć o doskonałości, której nikt nie jest w stanie zakwestionować, albo wręcz wynosić Piotrka pod niebiosa jako artysty kompletnego na naszym poletku. Postaram się jednak dodać od siebie kilka uwag co do „KNS” i nie tylko.

„Chcemy poszerzać horyzonty naszych słuchaczy”

Jeśli ktoś miał kiedykolwiek wątpliwości, czy dobór bitów jest silną stroną Tego Typa , teraz już mieć nie powinien. Podkłady, jakie odnajdziemy na nowym wydawnictwie nie tylko go niosą (chociaż wcale nie muszą, gdyż jestem pewien, że mógłby zrobić sążnistego bangera nawet przy pomocy odgłosów tłuczenia drewnianą łopatką o garnek), ale także eksponują jego osobę jako znakomitego rapera, potrafiącego odnaleźć się wszędzie. Samo nasuwa się jednak pytanie, czy nawijanie pod najróżniejsze gatunkowo kompozycję, podróżując od tych przesiąkniętych korzennym brzmieniem hip hopowym, na dubstepowych i punk rockowych kończąc, jest jeszcze promowaniem własnych umiejętności czy już zwyczajnym efekciarstwem? Dla mnie to jeszcze jedno potwierdzenie wielkości Szmidta, który właśnie dzięki pracy z różniącymi się od siebie producentami i muzykami edukuje własnych słuchaczy, za co należą mu się wyrazy uznania.

„Mam 4 flow na koncert”

Chciałoby się powiedzieć „proszę nie kłamać, masz ich znacznie więcej”. Wcieleń flow ma aż tyle, że niektórzy zaczynają się powoli gubić, jak wtedy, gdy po nawiniętym u VNMa „Cypherze” niejeden odbiorca stawiał oczy w słup i nie dowierzał, że to naprawdę Piotrek we własnej osobie. Ze względu na ilość utworów, na „KNS” możemy z łatwością odnaleźć co najmniej 6-7 różnych sposobów na ugryzienie niełatwych przecież bitów. Zmiany akcentowania, wtrącane z gracją makaronizmy, przyspieszenia, żonglowanie nastrojowością głosu jak w promującym płytę „Otwarciu”, slow motion – można by tak wyliczać w nieskończoność i budować ołtarzyki, „bo przed jego flow zawsze chapeau bas”.

„Moi odbiorcy mają głód autobiografii”

Czasem zastanawiam się, jako zdeklarowany słuchacz, czy głód zostaje zaspokojony, gdyż czy właśnie takiej autobiografii oczekują od zbliżającego się nieuchronnie do trzydziestki człowieka? Bardzo trudne to pytanie i odpowiedzi na nie tyle samo, ilu odbiorców. Mnie – pomimo szczerej sympatii do doskonale poskładanych tekstów – zostawia z delikatnym poczuciem rozczarowania. Chociaż wszystko tu ładnie współgra, a Mes dosłownie zalewa nas swoimi doświadczeniami, nie jestem w stanie przyjąć do wiadomości, że tak dużą część krążka można poświęcić kwestiom, nie przystającym do dojrzałego faceta. Nie neguję wagi doświadczeń alkoholowych i narkotycznych w jego życiu, ale mówienie o tym na trzecim wydawnictwie, wydawałoby się – najbardziej dojrzałym z racji wieku, jest dla wielu zawodem. Jednakże jeśli tylko takie wady potrafimy odnaleźć w albumie, to jest on zewsząd wybitny.

„Mam energię od fanów/Hejterów głęboko w tyle”

Dzięki Bogu nie uświadczymy tu zbyt wielu prób rozprawiania się z krytykami, nazywanymi niezwykle pieszczotliwie „hejterami”. Jak wiadomo zresztą „haters gonna hate” i żadna siła nie jest w stanie tego zmienić. Za to z psychofanami przydałoby się jednak coś zrobić. Fajnie jest mieć swoje sługi, które obronią przed każdą krytyką w dzień i w nocy, a do tego zapalą sobie cygaretkę, wypiją szklaneczkę J&B za zdrowie artysty i założą kapelusz, ale to nie zmienia faktu, że te osoby zwyczajnie w świecie przeholowały ze swoim utożsamianiem się z twórcą. Fana trzeba szanować, fakt, ale nie zaszkodzi chociaż postarać się niwelować nienormalne zachowania. O tak, to byłby dobry pomysł na utwór.

„Rok 2000? Nagrywam swoje pierwsze demo?”

Płyty 2cztery7, Flexxipu i solówki Mesa plasują się bardzo wysoko w rankingu moich osobistych klasyków. Odnoszę jednak wrażenie, że Mes przeszedł złą metamorfozę od swojej pierwszej indywidualnej płyty. „Alkopoligamia: Zapiski Typa” bywa – w niektórych porach roku – moim ulubionym krążkiem. To forma liryczna na nieosiągalnym dla większości poziomie, ciekawe bity i takie perełki, jak genialny storytelling „Witaj Śmierci„, zmetaforyzowane do granic możliwości „Cygara i pety„, czy energetyczny „Wjaazd!„. Zamachiwanie się na przeciętność w 2009 roku wyszło tylko w sferze stricte rapowej, bo sam przekaz był nieco przejaskrawiony, chociaż i tę pozycję pozdzierałem na odtwarzaczu. W moim subiektywnym odczuciu solowe osiągnięcia plasują się tak: Alkopoligamia > Kandydaci > Zamach.

” Przepraszamy, dziś już zamknięte”

Ze względu na wielość inspiracji i niebanalny styl przekazu trzeci album Mesa ma pewne miejsce na podium 2011 roku, mimo że Zeus oraz duet Sokół i Marysia Starosta nagrali fantastyczne materiały, a przed nami cała masa premier płytowych. Apeluję w tym miejscu do wszystkich – bądźcie Kandydatami, bo w obecnych czasach oznacza to propsowanie rapu najwyższych możliwych lotów w Polsce.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Felietony i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

13 odpowiedzi na „Wszyscy jesteśmy Kandydatami

  1. Kuba pisze:

    „Fana trzeba szanować, fakt, ale nie zaszkodzi chociaż postarać się niwelować nienormalne zachowania. O tak, to byłby dobry pomysł na utwór.”

    C’mon, przesłuchaj dokładnie, najlepiej z tekstem w ręce kawałek :
    Ten Typ Mes-Zalew

  2. Kuba pisze:

    poza tym, zajebisty tekścik, pozdrawiam!

  3. chamagolsky pisze:

    Dziękuję za konstruktywną krytykę 🙂 Fakt, moje niedopatrzenie, bądź też błędna interpretacja – moim największym problemem jest to, że utwory na KNS są tak wciągające, iż trudno mi przesłuchać album „na raz” – rzadko zdarza się przejść dużo dalej w odsłuchu 🙂

  4. Tomasz Karkuć pisze:

    Krzysiu, wydaje mi się, że ciągłe nawijanie o alkoholu i kobietach ma swoje uzasadnienie. Dla Mesa to chleb powszedni, a jak nawijał Pjus bodaj za Henrym Millerem: „pisz tak jak żyjesz, żyj tak jak piszesz”. Piotrek i tak mocno ograniczył te tematy na nowym solo, wprawdzie wtrąca wersy na zasadzie: „zamienię je na desperados i jakoś to będzie” albo „od chlania i rżnięcia raczej nie zdołam zmądrzeć”, ale nie ma już o tym całych numerów. Ponadto on i tak nawija o tym w taki sposób, że chce się słuchać. Pozdrawiam.

  5. Tomasz Karkuć pisze:

    Oj, sorry, powaliło mi się. Ty tam o alkoholu i narkotykach wspominasz, a nie o kobietach. Więc – co do alkoholu – podtrzymuję swoje zdanie. A „Białej laski…” (bo chyba do tego pijesz) można się czepiać, ale ten numer to jedna, wielka, ciekawa metafora. No i bit pod względem brzmienia jest „słodkim rodzynkiem”.

  6. chamagolsky pisze:

    No wreszcie się Ciebie tu doczekałem Karki 🙂 Mam tego świadomość, że nawija o tym stylowo i jest to ważna część jego życia (jeśli nie najważniejsza). Niemniej, podpisując się pod słowami Jeża, uważam, że po artyście dobijającym do pewnego wieku przydałoby się spodziewać mimo wszystko czegoś innego. Jednak tak jak mówię – płyta będzie klasykiem, bo jest zwyczajnie świetna, a tylko ta kwestia mi praktycznie w niej nie odpowiada (a może bardziej pozostawia z uczuciem niedosytu). Pozdrawiam 🙂

  7. chamagolsky pisze:

    Przychylam się do Twojej opinii co do „Białej” – świetnie ujęty temat, pokazujący duży kunszt, o którym wszyscy wiemy. Dawno nie miałem okazji podyskutować w taki sposób pod moją pisaniną, serdecznie dziękuję!

  8. Kasia pisze:

    Oj, sorry, powaliło mi się. Ty tam o alkoholu i narkotykach wspominasz, a nie o kobietach. Więc – co do alkoholu – podtrzymuję swoje zdanie. A „Białej laski…” (bo chyba do tego pijesz) można się czepiać, ale ten numer to jedna, wielka, ciekawa metafora. No i bit pod względem brzmienia jest „słodkim rodzynkiem”.
    WTF?? Jaka ku… metafora wytłumacz mi to, bo dla mnie ten kawałek ma prosty przekaz i nie ma drugiego dna… Prosty klarowny przekaz w postaci przestrogi- TYLE !

  9. chamagolsky pisze:

    Przekaz jest prosty, sposób ujęcia tematu już nie – właśnie dzięki tej pięknej w gruncie rzeczy metaforze 🙂

  10. Tomasz Karkuć pisze:

    Droga Kasiu,
    Zerknij do słownika (znaczenie słowa metafora), potem na tytuł tego numeru, potem go przesłuchaj raz jeszcze i nie denerwuj się tak, bo nie ma potrzeby.
    Nie mówię, że każdy wers, każde słowo, jest jakąś metaforą, ale i tak jest ich dużo, np. „Wyrobiłem dowód oso i nagle zewsząd pojawiły się listy dotąd mi nieznanych dziewcząt / Ta biała laska w kusej sukni z folii powiedziała wciągnij mnie do nosa…
    Pozdrawiam Cię serdecznie, kimkolwiek jesteś.

  11. sZPk pisze:

    Nawet sam tytuł to metafora do całego kawałka, mówią o kokainie jak o kobiecie.

  12. Kasia pisze:

    no świetnie, że mnie uświadomiłeś.. no bardzo wdzięczna jestem, serio:). Napisałeś o całości utworu nie o tytule. Jestem bardzo spokojna.

  13. Kasia pisze:

    i piątka!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s