Podstawowe instrukcje dla debiutanta na legalu

Pewne rzeczy cieszą mnie stale jak choćby wchodzenie wybijających się w podziemiu graczy na legal. Przy nowej płycie WudoE radość była tym większa, że „Wyższe Dobro” jest moim (i nie tylko) klasykiem, a „Duże Rzeczy” to coś, co mam na repeacie już od dłuższego czasu. Czy solowy debiut wydawniczy usatysfakcjonował mnie? Odpowiedź brzmi: tak przez duże „T”.

Zacznijmy od samego W.E.N.Y. Jeśli ktoś oczekiwał wielkiego progresu we flow, na pewno się zawiódł. Nie był on nigdy mistrzem nawijki (przecież, z zasady, jego rap jest dobitny i prosty), ale ma rzeczy, których brakuje dużej części raperów w naszym kraju – bezkompromisowość i autentyczną, bijącą wręcz, charyzmę. Gdy wjeżdża na majka, to wiesz, że masz do czynienia z pewnym siebie, ukształtowanym człowiekiem, którego aż chce się słuchać. Treścią kawałków rekompensuje brak eksperymentów w kwestii poruszania się po bitach. Dostaliśmy mozaikę różnych doświadczeń i przeżyć, ale także wysnute opowieści. Zapewne niejeden zakrzyknie, że Michał to już bardziej „ugłaskany” ulicznik ze względu na to, co robi w życiu i gdzie pracuje, ale nie zmienia to faktu, że w opowiadaniu brukowych (i nie tylko) historii niewielu może mu dorównać. Dla mnie na czoło wybijają się utwory „Żołnierze Fortuny„, „Bez Uczuć” i „Jestem Sam„. Żołnierze to piękna kreacja życia na wojnie, ale mimo wszystko – pomimo swojej świetności – nie ma według mnie zbytnich szans w zestawieniu z singlem „Kilkaset Kul Od Domu” Rasmentalismu.

Miało być teraz o muzyce, ale nie mogę oprzeć się ocenieniu featuringów na tym albumie. Dobór gości to dobrze wykonana robota. Wszyscy śpiewacy, czyli Jazzy, Paweł Ejzenberg i mój faworyt Kay, spisali się na medal. Każdemu kawałkowi, w jakim się udzielają, dodają kolorytu i głębi, a taki powinien być cel takich wstawek. Z dość sporej liczby czysto nawijkowych featów najbardziej spodobał mi się Ras, który poleciał na swoim normalnym poziomie, dodając jeszcze jeden powód, by czekać na jego nowy krążek z Mentosem. O dziwo także Hades przypadł mi do gustu, chociaż nigdy nie uważałem go za wybitnie interesującego rapera. Nie zachwyciło Proximite, ale to być może przez przesyt występów Małpy i zbytnie przehajpowanie poprawnego Jinxa. Zasuszył VNM, co staje się już regułą, więc nie ma sensu poświęcać temu więcej czasu. Emocjonalnie popłynął Małolat, a o występie Dioxa nie wspomnę nawet słowem – zbyt bardzo boję się, że wyskoczy z mojej lodówki, bo wszędzie go dużo.

One Man Show – tak właśnie można określić najkrócej warstwę muzyczną „Dalekich Zbliżeń”. To, jak album pociągnął główny producent, czyli Stona (z czym trudno się kłócić, gdyż wyprodukował prawie połowę bitów) zasługuje na ogromny szacunek. Wędrówka po różnych klimatach, łączenie nowoczesności z samplingiem i kreowanie głębi to rzeczy, dzięki którym Tomek powoli, acz skutecznie dobija do ścisłego topu moich ulubionych bitmejkerów. Zaprzestanie komentowania dokonań muzycznych w tym momencie byłoby ogromną niesprawiedliwością dla reszty. Może wygląda to na psychofańskie, ale Ment jednym bitem o mało „nie ukradł” Stonie palmy pierwszeństwa. Qciek, obiektywnie mówiąc, zrobił trzy ciekawe kompozycje, jeśli oczywiście pominiemy fakt, że na WD wysmażył bombę w postaci „S-A-L-U-T-U-J”. Przy Maui Mowie musiałem się zatrzymać i wygooglować, co to jest. Miło się zaskoczyłem tym, że ten twór ma związek z moją miejscowością. Dla Quiza otwarcie dzieła było dobrym przetarciem przed startem w poważną mainstreamową karierę, a Szczur i JAC pokazali potencjał (przy czym tylko ten drugi musi zabiegać o większą uwagę). DJ’e zapisali się na plus, czego zresztą należało się spodziewać – ścisła czołówka.

Cóż więcej można dodać? Raczej nic. A nie, jeszcze jedno – materiał na pewną czwóreczkę. Mam tylko nadzieję, że i do Was trafi ten album, a gdy usłyszycie jeszcze raz warszawiaka, to z czystym sumieniem podniesiecie głos i powiecie: salutujemy.

W.E.N.A. „Dalekie Zbliżenia″
Aptaun Records 2011
Szczególnie Posłuchaj.se: „Podstawowe Instrukcje”, „Bez Uczuć”.
Dyletancka ocena: czwórka.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Recenzje i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Podstawowe instrukcje dla debiutanta na legalu

  1. ozi pisze:

    fajnie się czyta, ale nie wiem jak pisząc o featuringach nie wspomnieć o włodku 🙂

  2. Kurczę, rzeczywiście – dzięki za wytknięcie tego dość dużego błędu, bo ostatnio właśnie Włodi śmiga u mnie na odsłuchach z tej płyty 🙂 A tak swoją drogą: znam tylko jednego człowieka o ksywie „ozi” – czy to Ty? 😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s