Back to oldschool po warszawsku

Ostatnio na moich słuchawkach i głośnikach zagościła jeszcze w miarę gorąca pozycja spod szyldu Wigora i Trojaka zatytułowana „Synteza”. Pomimo tego, że liczba utworów – w sumie aż siedemnaście! – nie nastrajała pozytywnie w kwestii wnikliwego odbioru, dzielnie podszedłem do zadania. Szybko wysnułem jeden, rzucający się w oczy wniosek – w moim przekonaniu ta płyta jest do bólu… poprawna. Zacznijmy jednak od początku.

Obeznanemu z polskim rapem słuchaczowi nie wypada po prostu nie znać składu Mor W.A. Cztery legale, trzech weteranów zaczynających jeszcze w czasach, gdy bardziej interesowały mnie samochodziki Burago tudzież Bobo Fruity, i ścisłe powiązania z ZIPami owocujące sporą ilością wymiennych featuringów. Dla mnie najjaśniejszym punktem tej grupy był zawsze Wigor. Nie ma w tym zresztą niczego dziwnego – to właśnie on w 2005 roku miał „Wysokie Loty” z Jurasem i udzielał się na wielu krążkach. Mimo tego nie liczyłem specjalnie na to, że cokolwiek jeszcze od niego usłyszę.

Aż tu nagle wyskoczył „Rdzenny Warszawiak” z Trojakiem. O ile sam rap nie powalił mnie na kolana, o tyle producent zrobił na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Kiedy doszła do tego „Czysta Forma„, podjarka na ich wspólny album sięgnęła. I tu mam pewien problem – pochwalić duet czy nie? Wybór singli okazał się strzałem w dziesiątkę. Klasyczne bombardowanie od praktycznie nieznanego bitmejkera i solidny rapping dawały nadzieję, że top3 tego roku nie jest jeszcze wcale takie pewne, jak się do niedawna wydawało. Tyle że te dwa kawałki okazały się później najlepszymi ze wszystkich siedemnastu. Hajp został fajnie nakręcony, oczekiwania rosły i było cacy. Po odsłuchu albumu – już mniej.

Największą bolączką, o czym już wspominałem, jest to, że poprawność bije tu od wszystkiego z wyjątkiem okładki, która jest bardzo szykowna. Gdyby materiał był do szczętu słaby, zostałby zgnojony w każdym możliwym miejscu. Za to gdyby był dobry bądź bardzo dobry – byłyby propsy od większości i głosy, że dinozaury jednak potrafią. A tak mamy co? Zero rozgłosu, brak jakichkolwiek recenzji w internecie (jak na razie, poza moją) i raptem kilka stron na forum Ślizgu. Mało pochwali, mało skrytykuje. Aż się prosi o cytat: „to nie tak miało być”.

Nikt chyba nie oczekiwał cudów od gospodarza. Mamy tu solidną warstwę tekstową bez fajerwerków, poruszającą tematy ważne, ale takie, które odnajdziemy na wielu innych wydawnictwach. Nie ma tu nagłych spadków formy, składanie jest prawidłowe, ale to jednak za mało, by chwycić niewtajemniczonych za serce. To może chociaż turbo flow? Rzecz jasna nie. Wigor to raper nad wyraz regularny – jedzie w obrębie swojego od dawna już wyklarowanego stylu, nie sili się na zbędne ozdobniki i rzeczy, które urozmaicają formę. Jeśli ktoś to lubi – spodoba mu się, jeśli zaś nie – odrzuci już po pierwszych dwóch kawałkach.

Złota era rapu to coś, do czego producenci odwoływali się w naszym kraju przez dobre parę lat, a obecnie robią to częściej podziemni władcy Fruity Loopsów i innych narzędzi. Cieszy zatem fakt, że materiały oparte o klasykę pojawiają się w głównym nurcie i emanują czystą zajawką. Nie można powiedzieć, by Trojak odrobił pańszczyznę – on włożył w te 17 kawałków całą produkcyjną duszę, ale na niewiele się to zdało. Pomimo czerpania garściami z tradycji, taka ilość utworów w gruncie rzeczy do siebie podobnych, bez wyraźnego lidera w kwestii muzyki, nuży na dłuższą metę. Sam podchodziłem do całości przynajmniej kilka razy, a i tak musiałem słuchać 6utworowymi częściami. Jeśli wymieszamy ten album z innymi i włączymy tryb „odtwarzaj losowo”, to damy radę jak WWO. Inaczej może być okropnie trudno.

No tak, jeszcze featy… Trudna sprawa. Peper brzmi, jakby stronił od majka, zamiast wziąć w dłonie go, i dograł się z uprzejmości. Diox za to nie zdenerwował tym razem, chociaż i tak jest już w mojej lodówce i nadal tylko czeka, by z niej wyskoczyć. Juras udowodnił, że duet z Wigorem nadal mógłby gnieść. Pelson przyjemnie, chyba trzeba będzie się mocniej wsłuchać w Parias. Kulfon fajnie, ale brzmi tak podobnie do gospodarza, że to aż zabawne.

Suma sumarum „Synteza” przejdzie raczej niezauważona, chyba że zdarzy się coś nieprzewidywalnego. Niemniej jednak polecam ten materiał fanom korzennego brzmienia, bo na pewno są tacy wśród nas i daję trójkę. I niech ta płyta zostanie odnotowana w pamięci wraz z wersem „dla mnie eR A Pe to wszystko i jeszcze więcej, ziomuś„.

Wigor/Trojak „Synteza″
Respect 2011
Szczególnie Posłuchaj.se: oba single.
Dyletancka ocena: trójka – gdyby wszystko było na poziomie singli to pewnie byłaby czwórka.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Recenzje i oznaczony tagami , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Back to oldschool po warszawsku

  1. Nie wiedziałem nawet, że można pisać z Facebooka. Nice 😀

  2. Tomasz Karkuć pisze:

    Zawsze jak słyszę coś o Wigorze, to przypomina mi się tekst Eldoki z jakiegoś wywiadu: „Wigor to był pierwszy człowiek w Warszawie, który miał flow”. Ale cudów nie oczekiwałem, płyty nie sprawdziłem. Dzięki twojej recenzji wiem, że nie warto. Swoją drogą – dobrze napisane. I na koniec: też mi się podoba okładka.

  3. Szkoda, że duet nie przyjął moich uwag do wiadomości. Albo inaczej – przyjął, przetrawił, nawet podziękował na swój sposób, ale część się w końcu wyłamała i lekko się napięła. Cóż 😛

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s