Subiektywnik Kosakowski: zimne granie na ciepły dzień

Miałem na pisać to wczoraj, ale piszę dziś„. Wiecie dlaczego? Nie dlatego, że zostałem na całego Open’era i realizowałem swoje słowa z tego posta. Musiałem po prostu ogarnąć moje Bałagany Na Bani (koty!), które nawarstwiały się, począwszy od pierwszego wypitego Heinekena, a na kierowaniu Cure’owym seatem od Torunia do okolic Warszawy skończywszy. Po 14 godzinach snu jestem już jak nowy, więc pora przybliżyć Wam moje wspomnienia z ostatnich kilku dni w porządku chronologicznym. Wszystkie zdjęcia są mojego autorstwa.

Przyjąłem zasadę, że pisać będę o jednym lub dwóch koncertach z danego dnia, a moje głupawe skądinąd przygody, jakich zawsze miewam sporo przy okazji tego typu wyjazdów, zostawię sobie na koniec lub będę je przybliżał za pomocą wtrąceń w regularnej, czysto muzycznej narracji.

[Elo, elo piwelo – szlachta zajechała]

Nie prowadziłem w ciągu żadnego z trzech dni dziennika, który miałem w planach. Zamiast tego starałem się poddać atmosferze całego wydarzenia, smakowaniu każdego koncertu, na jakim jestem, i przeniesieniu swoich wrażeń (bo przecież, w takim wypadku, nie obserwacji) na Nowakowego bloga w czasie późniejszym.

Coldplay. Chociaż młodzi, to już klasyczni – pomimo dosyć krótkiego, jak na legendarne zespoły, stażu. Z kilkoma fantastycznymi numerami na koncie, bardzo dobrymi płytami, z rzeszą (bynajmniej nie trzecią!) fanów, którzy bardzo licznie stawili się na największym wydarzeniu pierwszego dnia festiwalu w Gdyni-Kosakowie – jak się później okazało, przynajmniej z mojej perspektywy, także największym całego tegorocznego Open’era.

[Jara Druma – czyli set Daniela Drumza gdzieś tam w środku]

Nie było to w gruncie rzeczy niesamowicie spektakularne wydarzenie z masą fajerwerków muzycznych i szczyptą czegoś, czego jeszcze nie uświadczyliśmy w naszej przygodzie z muzyką. Właśnie owa normalność, konsekwencja i trzeźwe podejście do fachu uczyniło z koncertu ucztę dla słuchacza. Zero przerostu formy nad treścią, pomimo rozentuzjazmowanych fanek (jedną z nich pozdrawiam, aczkolwiek jestem prawie pewien, że tego nie przeczyta). Mogli oczywiście Martin i spółka skakać jak małpy, mnożyć stage divingi i robić Bóg wie co jeszcze – tyle że nie o to chodzi w ich filozofii grania. Istotą są chwytliwe melodie zaprawione nutką melancholii oraz subtelny wokal Chrisa. To muzyka, którą chętnie puściłbym mojej dziewczynie na romantycznym spotkaniu (jeśli bym ją akurat miał). Każdy zbędny i narwany ruch byłby zabójstwem niesamowitego klimatu wytworzonego przez Brytyjczyków. Nie zabrakło największych szlagierów, które były podawane z taką częstotliwością, iż mogłoby się wydawać, że chłopaki nie mają w swoim dorobku przeciętnych utworów. Dlatego też pomimo malusieńkiego playbacku na początku (którego nie wyłapałem, ale zostałem poinformowany przez współtowarzyszkę), sam dałbym Coldplayowi piątkę z minusem. A może jednak bez tego minusa?

[Takie tam z kibla – jednak komuś się nie podobał Coldplay…]

Celowo pominąłem Pustki i The National, gdyż na ich koncertach raczej bywałem przelotem pomiędzy kolejnymi typowo festiwalowymi sikaczami spod szyldu Sami-Wiecie-Jakiego-Browaru. Nie mogę za to nie wspomnieć choćby słowem o grupie The Twilight Singers, która to wprawiła mnie w osłupienie swoją grą. Faktem jest, że usłyszałem o nich po raz pierwszy już w namiocie, więc w najbliższych dniach nadrobię zaległości dyskograficzne i podzielę się z Wami odczuciami. Już pewnie wiecie, że nie mogą być inne, jak tylko pozytywne.

[See my swag! Chujowy zresztą, bo bez lanserskiej naklejki na czapiszonie]

Plusy, czyli z imprezy okoliczne bzdury:

+ Pierwszy kontakt z ideą Silent Disco. Niestety byłem zbyt mało wstawiony, by zaznajomić się z nią bliżej.
+ Brak deszczu.
+ Cytat z smsa do Seby: „Stężenie zajebistych hipsterskich i nie tylko dupeczek na metr kwadratowy pod dworcem w Gdyni sięgnęło poziomu krytyczno-<piiiiiiiiiip!>„. Sami rozumiecie – fafarafa’s back in business dzięki byciu wolnym.

Minusy, czyli co sprawiało, że wkurwiałem się jak Małolat:

Trzy godziny snu w ciągu godzin czterdziestu.
Dziwni porozbierani panowie z różowymi wstawkami i malunkami na ciele – pewnie wojujący geje. A może po prostu Włosi?
Zachowanie niemiłych chłopaków na Coldplayu, którzy zmawiali się na mnie, gdyż dziewczyna z nimi stojąca spoglądała raz po raz na mnie. „Patrzy na mnie, kiedy stoisz przy niej/Wychowaj ją lepiej, ja idę stąd dalej/Pokazuje na mnie palcem – złam jej palec” – nikt tego lepiej nie ujął niż Mes.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Okołomuzycznie, Wspominki i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

9 odpowiedzi na „Subiektywnik Kosakowski: zimne granie na ciepły dzień

  1. Jakub pisze:

    Byłem wtedy obok Seby jak dostał tego smsa, beka.
    „Wszystkie zdjęcia są mojego autorstwa.”- skoro są twojego autorstwa to dlaczego jesteś na zdjęciach? Autorem musiał być ktoś inny 😀 Tak sie tylko przyczepię.

  2. chamagolsky pisze:

    Odpiszę Ci jutro, gdy już będę mniej pijany 😀

  3. A więc Jakubie: smsy był bardzo dobry, ale beka była obecna. Zdjęcia robione moim aparatem i przy mojej głośnej aprobacie, więc mojego autorstwa (przynajmniej rozumianego tak przeze mnie). Poza tym jestem zajebisty jak ten pasztet z netowej reklamy i potrafię naraz być na zdjęciu i je robić!

    A tak abstraHUJąc: to jest mój kot i będę… i tak dalej 😀

  4. Seba pisze:

    Jaram sie tym cytatem z smsa. Byl epicki. Moja odpowiedz neich pozostanie tajemnica, ale była w niej nutka samca. Zazdroszcze tego wyajzdu jak patrze po fotkach to jeszcze bardziej. Dobrze ze ma mnie kto trzymac na miejscu bo ruszylbym na jakis festiwal po tym co przeczytalem i nie wazne czy do Hradec czy Gizycka, muzyki mi sie chce

  5. Za rok uderzamy do Hradec, i to na trzech kierowców 😀 Albo i czterech, bo brejdi też chce się dołączyć 🙂

  6. Seba pisze:

    To z pewnoscia jak ja to i trzeba doliczyc jedna pasazerke, albo nawet i nastepny samochod !

  7. A jak ja „poderwę latem dziewczynę, co lubi oldschool, na równi stawia lateks z winylem”? Będziemy jechać na dwie, a co! Szlachta się bawi, auta się nie liczą 😀

  8. Gravenus pisze:

    „(…)bardzo dobrymi płytami, z rzeszą (bynajmniej nie trzecią!) fanów…” – dlaczego uważasz, że trzecia płyta nie jest dobra? Uważam, że niezależnie od płyty, Coldplay jest dobrą, nastroją muzyką. Osobiście za nimi nie przepadałem, ale właśnie to trzecia płyta sprawiła, że „się na nich otworzyłem” i polubiłem ten zespół.

  9. Błędnie zrozumiałeś moje słowa, gdyż nie odnosiły się one do trzeciej płyty zespołu Coldplay. Też lubię ich muzykę, więc na 99% nie deprecjonowałbym walorów którejkolwiek z płyt, a do tego wszystkie przypadły mi jak do tej pory do gustu 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s