Raport z Popkillerowego frontu

Nadgorliwość w wojsku może doprowadzić do naprawdę strasznych rzeczy. A to eksploduje jakaś mina, gdy zechcesz wyjść przed szereg i w pojedynkę, bez przemyślanej taktyki, wkroczyć na terytorium wroga. Albo np. zapomnisz, że nie jesteś polskim wcieleniem nieodżałowanego Rambo i wkroczysz z nożem do głównej bazy przeciwnika w celu zlikwidowania całego sztabu uzbrojonych po zęby żołnierzy. Mnie się tak karkołomna akcja jeszcze nie zdarzyła (oby nigdy się to nie stało), ale także bez wiedzy dowódców dokonałem czegoś, co można uznać może nie za daleko idącą  dywersję, ale na pewno delikatne przekroczenie uprawnień.

Otóż postanowiłem opublikować bez konsultacji z przełożonymi raport z naszej ostatniej akcji. O samą zgodę byłoby trudno, gdyż mój bezpośredni zwierzchnik i kompan – Mateusz zwany także eMATeI’em – przebywa obecnie za granicą, skąd dowodzenie tak wielkim szwadronem ludzi, jakim dysponuje jednostka Popkillera, byłoby raz, że niewygodne (słabsza koordynacja działań), a dwa – po prostu nieodpowiedzialne (zagraniczny urlop ma to do siebie, że daje możliwość oderwania się od codzienności i niekiedy „krzywego” spojrzenia na jej blaski i cienie). W tej sytuacji stało się dla mnie jasne, że muszę wziąć sprawy w swoje ręce pomimo tego, że reperkusje tego czynu mogą być odczuwalne dla mojej osoby jeszcze przez długi czas.

Ciężkie jest życie Na Froncie

Nie wydaje mi się jednak, by musiały mnie one w ogóle dotknąć. Przecież kto jak nie ja miałby przelać swoje przemyślenia na wirtualny papier? Jestem jednym ze współpracowników tego wielkiego przedsięwzięcia, jakim jest *osłona do mikrofonu, której zadaniem jest zapewnienie dźwięku bez zakłóceń*, dodatkowo zajmuję się w jego obrębie sprawdzaniem i krytycznym (w dobrym tego słowa znaczeniu) ocenianiem stanu naszej wielkiej polskiej armii rapowej, a dokładniej jej kolejnych misji (LP) i zadań (EP). Są one przeprowadzane z tak dużą częstotliwością, że mógłbym nie wracać z siedziby dowództwa nawet na ciepły domowy obiad, ale jestem wyznawcą zasady „lepiej mniej, ale dokładniej”.

Podczas w przededniu odjazdu Generała Nataliego dokończono akcję o kryptonimie „Młode Wilki„. Już po jej pierwszym manewrze („Na Front„) było pewne, że narobi ona szumu, gdyż znane postacie polskiej armii, legitymujące się wysokimi stopniami wojskowymi (vide chociażby Pih) polecały ją z całych sił. Ostateczne rozwiązanie kwestii „MW” nastąpiło dosłownie kilka dni temu – teraz dyskontowany jest jej sukces.

Wojna z mitami (mitomanami?)

Sukces nie tak oczywisty i chwalebny, jakby mogło się wydawać. Duża część społeczeństwa uznała, że jest on efektem dobrego marketingu, nie zaś realnych możliwość poszczególnych żołnierzy. Co więcej: sporo osób twierdziło wprost, że dwunastoosobowy skład pokpił sprawę, nie robiąc wszystkiego, co w jego mocy, by pokazać swoje umiejętności. Poszczególne działania, nazywane dla lepszej orientacji w terenie autonomicznymi tytułami, były wprost okraszane mianem „odrzutów”. Można tak jak ja skwitować to ironicznym uśmiechem, gdyż każdemu z dwunastki zależało na tym, by udowodnić Polsce, że zawodowi mundurowi mają godnych następców. A jeśli nawet nie – co wydaje się czystym uosobieniem głupoty – to po czyjej stronie powinna leżeć wina – pomysłodawców czy wykonawców? Kto powinien się wstydzić za swoją ewentualną niską formę? Warto się nad tym zagadnieniem zastanowić.

Docierały do mnie także pogłoski, że sukces „Na Front” nie został odpowiednio skonsumowany przez, poniekąd normalne dla naszego kraju, opóźnienia. W tym jest być może ziarenko (albo nawet kilka ziaren) prawdy. Jednak ankiety i obserwacje przeprowadzone przeze mnie dają zgoła inny obraz – ludzie, którzy nie interesowali się dotąd naszą jednostką, zaczynają sprawdzać kolejne jej inicjatywy, a poszczególni szeregowcy urastają w ich oczach do roli porządnych wykonawców swojego zawodu. Dalej – starają się poznawać ich poprzednie ruchy, poszerzając swoją świadomość rapowo-obywatelską. I to właśnie powinno nas najbardziej cieszyć.

Ostra amunicja czy jednak ślepaki?

W mym raporcie skupię się na kilku działań, nie zaś na wszystkich. Dlaczego? Po prostu – wszystkimi zajmą się inni, a przynajmniej mam taką nadzieję. Albo już się zajęli. Ot choćby rap-cytaty w tym tekście. Jeśli to czytają, to pozdrawiam ich i życzę dalszych sukcesów, podobnie jak naszym wilkom. Reprezentatywne będzie opisanie przynajmniej 30% tego wielkiego (temat konsumpcji nadal na tapecie) wojskowego tortu, i tak też mam zamiar zrobić. Przejdźmy więc od razu do meritum.

——————————————————————————————————————————————————————-

Gedz – Życie kręci się jak Vestax

Szacunek Gedziuli należy się z urzędu, gdyż oddaje on zasłużony hołd Eisowi, który zszedł z pola walki już dobre kilka lat temu, zostawiając nam niezapełnioną dotąd wyrwę. Gedz pokazał swoją wrodzoną zwinnością i umiejętnością odnajdywania się w różnych warunkach (to przed akcją), że kiedyś możemy mieć kogoś w stylu najbardziej rentownego żołnierza naszej doczesności – Lil Wayne’a, oczywiście zachowując umiar i zdrowy rozsądek.

——————————————————————————————————————————————————————-

Białas – Hajlajf (feat. Solar)

Tych dwóch szeregowych od zawsze czuje się najlepiej w duecie. Co kolejny projekt, to walczą u swojego boku i trzeba przyznać, że im to naprawdę fajnie wychodzi. Można w nich upatrywać następców Tedego i Numera, ale tylko jeśli chodzi o strzelanie na przemian – po prostu mamy do czynienia z inną tematyką.

——————————————————————————————————————————————————————-

Shot – F.O.R.M.A.

Forma jest? Jest. Ale nie jest najwyższą, jaką ten człowiek może zaprezentować. A podstawy, by tak sądzić mam całkiem świeże – widziałem jego przygotowanie do kolejnego manewru. Warto na niego czekać.

——————————————————————————————————————————————————————-

Śliwa – Tak Jak Przypuszczałeś…

To taki Armin Tamzarian naszego poletka – jeśli oglądałeś Family Guya, to z pewnością zrozumiesz, o co mi chodzi. Na szczęście, inaczej niż w „Na Front”, zreflektował się i odbił trochę od metodologii swojego mistrza, czyli Peji, co niweluje wrażenie skradnięcia tożsamości weteranowi.

——————————————————————————————————————————————————————-

Bisz (B.O.K.) – Beton

Do tego mam stosunek ambiwalentny – z jednej strony ma u mnie dozgonny szacunek za takie rzeczy jak „Zimy EP”, a z drugiej tu nie pokazał niczego, co by mogło przyciągnąć na dłużej i zaskarbić kolejnych fanów. Traktuję to jednak jako wypadek przy pracy. Póki nie jest saperem to można mu wybaczyć nieco więcej.

——————————————————————————————————————————————————————-

Serwisanci na żołnierski glanc

Osobne słowa pochwały należą się ich pomocnikom, bez których ten projekt straciłby na wartości. Wymienię tylko jednego z pseudonimu, gdyż okazja jest zaiste szczególna. Gratulację Hensonie, do niedawna pozostający na niechlubnym poziomie „persona non grata”, teraz pokazujący, jak dużym talentem dysponujesz. O jego ruchach poczytacie już niedługo na blogu, gdy wezmę się ostrzej za pracę nad tekstem o „Gościach” Speca i Gruchy, a teraz salutuję, kładąc rękę na mapę Warszawy, a dokładniej na Marymont, i pokornie odmaszerowuję do moich okopów. Walka trwa i będzie trwała nadal, więc miejcie oczy i szczególnie uszy szeroko otwarte. Następne meldunki z bitwy o polski rap już niebawem.

(zdjęcie: Popkiller.pl)

Ten wpis został opublikowany w kategorii Artykuły, Recenzje i oznaczony tagami , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Raport z Popkillerowego frontu

  1. kotlet pisze:

    Nie czytam bo te Młode Wilki to porażka na całej linii, ale się chciałem zapytać kiedy o Pivocie będzie Panie Nowak?

  2. Będę niedługo go przygotowywał, na razie mam inne rzeczy do zrobienia 😛

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s