Co u Nowaka, czyli jak przeżyć dwa miesiące w jeden tydzień

A co tak cicho na blogu? Będzie działał? – zapytał mnie wczoraj przyjaciel, skądinąd początkujący nawijacz i wersokleta na potrójnych rymach. Takie pytanie zadawaliście sobie pewnie nie raz w ciągu ostatniego tygodnia. Cóż mi pozostaje zatem w tym momencie? Na początek – wypowiedzieć magiczne słowo, czyli przepraszam. A potem dodać drugie, nie mniej magiczne od pierwszego: będzie.

Kto przebrnął już przez pierwszy rok studiów, ten wie, że na początku można zastać na uczelni jeden wielki burdel, jak np. na pobliskim Sławinku. A tak zupełnie swoją drogą – jeszcze istnieje? Włóczy się ktoś po tych obskurnych bałaganach, zamiast jeździć pod umiłowany w naszych licealnych powiedzonkach Żyrzyn? No właśnie… Gdy dodamy do tego niebezpiecznie wysokie stężenie humanistów w auli na jeden metr kwadratowy i wszechobecną dezorganizację we wszelkich aspektach egzystowania na samym uniwerku, począwszy od spraw papierkowych, a na fakultetach skończywszy, możecie sami wywnioskować, jak mało czasu mam w tym momencie na napisanie choćby króciutkiego tekstu o dupie maryni. Dlatego skorzystałem z nadarzającej się okazji i poświęciłem trochę czasu weekendu na wpis, który właśnie czytacie.

Jeśli mnie lubicie, to wybaczcie mi stagnację blogerską i delektujcie się nim, jak najdłużej tylko możecie. Częstotliwość publikowania materiałów poleci jeszcze bardziej na łeb, na szyję w momencie, gdy chociaż jedna z pozycji na mojej liście lektur zostanie wzięta pod ogląd na zajęciach, a stanie się to jak mniemam już w najbliższym tygodniu. Psiocząc na organizację, chcę z tego miejsca spropsować ludzi, których spotkałem na UMCSie. Gdybym chciał wymienić Was wszystkich, ten wpis w ogóle by się nie ukazał – zabrakłoby czasu. Sami jednak wiecie, o kim mówię, więc przyjmijcie ten tekst aż do bólu indywidualnie. Ostatnie dni przyniosły sporo planów, z których najciekawszymi są: zakup koszulki „Rap, hajs i kotlety” wprost od Gersa (Gang Agi), której slogan zostanie przerobiony przez Karolę na „Rap, kobiety i kotlety„; wyjście na koncert Rasmentalismu wraz z pokaźną grupą uderzeniową; nagranie featuringu na EPkę „Sam pod wierzbą” Sokołka a.k.a. Sokoła do kawałka „Kilkaset kiełbas od domu” i piesze streszczanie Lublina pewnej miłej osóbce. Ufff, sporo tego, więc kiedy pisać na blogu?

Trzeba inaczej sformułować to pytanie: jak pisać? Ano pisać na tygodniu teksty lżejsze, niewymagające dociekania i gromadzenia materiałów, jak chociażby top 10 ulubionych rapowych płyt na jesień (już niebawem). Na inne przyjdzie czas dzięki metodzie zwanej w moim slangu „dwutygodniówką” – w pierwszym tygodniu szukanie i rozmawianie, w drugim pisanie i publikowanie. A może zamachnę się na jakąś recenzję konceptualną? Kto wie, kto wie… W każdym razie moja Muzyka żyje i żyć będzie. I jakby to powiedział amerykański czarny kapłan: „EJMEN„.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Nowinki. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Co u Nowaka, czyli jak przeżyć dwa miesiące w jeden tydzień

  1. To teraz jeszcze pytanko do jakiejś dobrej duszyczki: jak są liczone „lajki” pod postami? Bo coś mi tu nie pasuje 😀

  2. . pisze:

    MIŁE ZASKOCZENIE, MUSISZ NAPIERDALAC JAK GWIAZDOR Z KOMY SWOJE WPISY, ALBO NAPIERDALAJ Z TŁITERA HAHA 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s