Ulubione jesienne rapowe płyty, czyli blogera o pogodzie smętne rozkminy

Kiedy zaczynam pisać ten wpis, za oknem dominuje szarość, wiatr stara się przewrócić leżący nieopodal mego domu bez, a nocna temperatura daje się we znaki mojej poczciwej astrze, dla której „nadsamochodowym” wysiłkiem jest odpalenie i przesunięcie się choćby o metr. Tak moi drodzy czytelnicy – mamy już jesień. Porę roku, która jednych przyprawia o chandrę, drugich zmusza do refleksji nad swoim życiem, a jeszcze innych bezwarunkowo cieszy. Złota polska jesień jest pełna paradoksów, więc dzisiejszy wpis będzie miał kilka wariantów, które dobrze oddadzą to, jakie płyty i dlaczego kręcą się w moich uszach.

Zmieniająca się aura, czyli W.E.N.A. – Wyższe Dobro (2007)

Gdy mój nastrój nie przechyla się niebezpiecznie w stronę żadnej ze skrajności, ten krążek najlepiej spełnia swoją jesienną rolę. Tu jest mocniej (genialny banger „S-A-L-U-T-U-J” wysmażony przez Qcieka), tam znowu bardziej refleksyjnie („Korytarze liceum„, „Brak perspektyw„). Jednym słowem – coś dobrego dla każdego. Z wizji lokalnej wiem, że nie tylko ja mam bardzo jesienne podejście do tej płyty. Kilka dni temu mój przyjaciel został mocno spropsowany za chodzenie w bluzie „Wyższe Dobro” na swoją uczelnie. Po prostu – za WudoE masz jesienią w Lublinie propsy, a nie pogardę.

Cichy jesienny wieczór, spędzony z dobrą książką i gorącą herbatą, czyli Praktik – Dobra Częstotliwość (2004)

Parafrazując klasyka z wyżej wymienionej płyty: ale o tej płycie powiedziałem wszystko, co chciałem / Czaisz? Yo! W pierwszych wspomnieniach, które tu widziałeś. Nic dodać, nic ująć. Moja ulubiona płyta producencka w tym kraju, z najlepszym jazzowym brzmieniem, jakie powstało na naszych ziemiach, spod ręki najlepszego producenta poruszającego się po mekce improwizacji (sorry, Nowik, jesteś nr 2!), z najlepszymi featuringami Pezeta w jego dotychczasowej historii („Biznes„, „Kilka lat później„). Magia, magia, magia.

Jesienna depresja połączona z brakiem chęci na wyjście z domu, chyba że w melanż-opór, czyli Bonson/Matek – Historia Po Pewnej Historii (2011)

Cześć, jestem Bonson i jestem smutny – taki oto tekst przeczytałem kiedyś na Demotywatorach czy innym Kwejku. Co tu ukrywać – było zaśmiane w pierwszym momencie, ale po chwili doszło do mnie, że pomimo tego, iż Damian jest jednymi z moich ulubionych artystów młodego pokolenia (jakbyście nie wiedzieli, chociaż wiecie), to obiektywnie pesymizm bije od niego na kilometry. Mnie to jednak nie przeszkadza, w końcu mamy na jesienną deprechę jeden z najlepszych krążków tego roku. PS. niedługo dłuższy tekst o jednym z bonsowskich projektów na Popkillerze!

Nocne przejście opustoszałymi ulicami pod rękę z ukochaną osobą, czyli Eldo – 27 (2007)

Po co wstawiłem ten wariant do tekstu? Sam nie wiem… Nocne przejście – ok, może się zdarzyć, bo lubię noc, ale pod rękę z ukochaną osobą – już nie bardzo, gdyż takiej nie posiadam w obecnym czasie. Zostańmy na tym, że powodem napisania o tej sytuacji jest jedna miłość do „Dwudziestki Siódemki” Eldoki. Miłość niezrozumiała, jeśli ma się w głowie „Eternię” i „Swiatła Miasta”, a jednak stawia się akurat na materiał z 2007 roku. Na tę porę – moja ulubiona pozycja w dyskografii Leszka, bo ma odmienny od klasyków, ale osobliwy, jesienny i niezapomniany klimat.

Bezsenna noc z deszczem uderzającym rytmicznie w parapet, czyli Eldo/Bitnix – Człowiek, Który Chciał Ukraść Alfabet (2006)

Polska rapgra potrafi być okrutna, co udowadnia odbiór tego krążka, gdy miał on swoją premierę. Nigdy wcześniej i nigdy później Eldo nie sprzedał mniej egzemplarzy swojego albumu. Z arcydziełami jest jednak tak, że nawet przegapione doszlusowują na przeznaczone sobie miejsce. Bo tak, jest to arcydzieło. Nadal trochę niedocenione, niezrozumiane, odrzucane nawet przez samych fanów Leszka. Liryzm na najwyższym poziomie, bity – co najmniej dobre, a klimat – nie do podrobienia, żeby nie powiedzieć prostacko – nie do podjebania.

Zachmurzenie uniemożliwiające widzenie słońca, połączone z ulewą i trzaskami za oknem, dół psychiczny, czyli Rap Addix – LP (2009)

Gdyby ta płyta wyszła w mainstreamie, ilość samobójstw wśród słuchaczy polskiego rapu wzrosłaby kilkukrotnie. Wcale nie przesadzam. Jeśli Bonsa traktujemy jako zdołowanego chłopaka, to dla Junesa brakuje skali. Nie tylko zresztą niej. Porównania także, gdyż nie ma takiego drugiego rapera w naszym kraju. Wiele nas łączy, na czele z prawicowymi poglądami wyrażonymi w „Non Conformo” (moje nie są jednak aż tak radykalne, jak w.w.). Zdecydowanie najbardziej przekatowana płyta ostatnich dni spośród wszystkich, jakie znam. Hate it (or love it, if you are MarcinPe, czyli zdeklarowany fan)

Wieczorny wypad na mieniące się od jaskrwaych kolorów graffiti osiedle, czyli Zkibwoy & DJ Ader – Obskurw King (2005)

Zagalopowałem się z tym ostatnim zdaniem przy Junesie – Skiboj to dopiero gagatek. Nawet wśród samych blogerów postać budząca skrajne emocje – od dożywotniego propsu (Nowak) do wiecznego hejtu (eNoiDe). Nie sposób jednak odmówić tej płycie truskulostwa najwyższych polskich lotów, gdyż cztery element pojawiają się na niej z częstotliwością katastrof awionetek w naszym kraju. Klimat jest nieco przyciężkawy, rap Jobixa może irytować, ale to pozycja klasyczna dla podziemia. Lajk baton fo eva’.

Pogrążenie we własnych myślach po niespodziewanym przebudzeniu, czyli LaikIke1/Młodzik/DJ Dobry Dotyk – Bybzi Bybzi EP (2006)

Jeśli jest na naszej planecie ktoś, kto rozumie bez słownika całą leksykę Laika i potrafi bezbłędnie powiedzieć, co autor miał na myśli, to chylę czoła przed jego niebywałym intelektem. Owszem, sporo niedopowiedzeń można zrzucić na karb grafomanii i lirycznych odpałów, ale dojrzałego i głębokiego tekściarstwa także nie sposób LI1 odmówić. Zastrzegam – nie słuchać, jeśli chcesz tylko dobrego płynięcia na bitach i łatwego „czasozapychacza”. W tę muzykę trzeba się wsłuchać i chłonąć ją wers po wersie w pełnym skupieniu.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Artykuły i oznaczony tagami , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

5 odpowiedzi na „Ulubione jesienne rapowe płyty, czyli blogera o pogodzie smętne rozkminy

  1. sz pisze:

    sie postarałeś teraz. to chyba składanka dla mnie 😀

  2. Pewnie, że tak – dla mojego najczęstszego komentatora 😀

  3. eNoiDe pisze:

    Sam kiedyś zrobiłem coś podobnego. 🙂 Jaram się takimi rzeczami. Dobre zestawienie btw, przypomniałeś mi o paru dobrych jesiennych muzycznych opcjach.
    PS. Nie hejtuję Jobigza, tylko parę numerów. 😦 Bo reszty nie słuchałem.
    PS2. Na jesień najlepsi są Fleet Foxes, potwierdzone info. Polecam „Mykonos” albo „Bitter dancer”, przeklimat na tę porę.

  4. kotlet pisze:

    6,5/8 się zgadza u mnie, bo Bonson odpada a ObskurwKinga tak średnio lubię, zamiast tych wstawił bym ŚwiatłaMiasta i BezZabezpieczeń Małego Esz Esza.
    ps. ale chętnie odłożyłbym te osiem by posłuchać tą jesienią Milczmen Screamdustry

  5. Labirynt pisze:

    Najlepsza na jesienne klimaty jest dyskografia Skora 🙂 Polecam

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s