Zacieszanie z Rasmentalismem, czyli tęga rozkmina na temat braku sensowności w pisaniu relacji

W ostatnim wpisie Karola i Kaśka obiecywały Wam, że tuż po koncercie Rasmentalismu w Archiwum dostaniecie świeżutką relację z tego wydarzenia mojego autorstwa. Nie chcę Was martwić, ale doszedłem do przykrej konkluzji – pisanie tego typu tekstu mija się w moim przypadku z celem. I właśnie o tym (ale także o samym wydarzeniu, chociaż nietypowo) będzie te kilkaset słów żniwnej prawdy dzień po gigantycznym melanżu przy Kinie Bajka.

Zapytacie pewnie: czemu żniwnej? Otóż w „Wielkim Słowniku Nowaka” wyraz „żniwa” oznacza spotkanie towarzyskie zakrapiane dużą ilością alkoholu, szczególnie Balsamu Kresowego (opcjonalnie Pomorskiego) lub piwa marki Perła, przy akompaniamencie muzyki określanej mianem rapu, ostatnio najchętniej spod znaku Gedziuli, Wiza Khalify bądź też Okolicznego Elementu (gdyż on liczy się z tym) i towarzystwie najróżniejszych frykasów z rzędu ziemniaczanych-krajanych, jak chociażby Top Chipsów o smaku kebaba. Tego typu bankiety odbywają się najczęściej w słynne już czwartki akademickie w Heliosie, ale jak pokazuje przykład koncertu – mogą wystąpić od tej normy odstępstwa.

I dobrze, że one występują, bo koncerty to fajne i notabene Duże Rzeczy.

Muszę w tym miejscu podać opinii publicznej pewien fakt – intensywnie pracowaliśmy na polu we czwartek, więc piątek nie każdego nastrajał bezgranicznym optymizmem co do zasadności uderzania do klubu w celu zobaczenia Rasmentów. A dokładniej – mnie np. zbytnio nie jarał ten plan, chociaż „zmęczenia po sianokosach” nie uświadczyłem nawet w stopniu minimalnym (posiadam posiadałem „Prosty Przełyk Żula” – przyp. red.). Koniec końców uderzyłem do Biedronki i wszystko stało się piękniejsze… Ach te piątki, nie muszą być nawet zielone – wystarczą okraszone białymi plamami w postaci godzin rektorskich czy tam dziekańskich…

Każdy, kto zna Archiwum, ten wie, iż nie jest to najlepsze miejsce na imprezy w gatunku koncertowych. Nawet bliskość barów nie jest w stanie przesłonić mankamentów takich jak mała ilość przestrzeni czy duchota. Na samym koncercie nie zauważyłem jednak, by ktokolwiek poczuł się zawiedziony z powodu niedogodności. Powiem więcej – pewnie 60-70 % osób powróci na Akademicką 11.11.2011, gdy zawitają do nas zespół W.E.N.A. (he, he, he) oraz Inflacja. I ja też tam będę, pomimo niewyjściowej mordy.

Tak właściwie – jak się pisze relację? Czegoś w tym kierunku uczyli mnie bodajże w gimnazjum, aczkolwiek nie byłem wtedy zbyt pojętnym uczniem i jak nie umiałem jej pisać, tak i nadal nie umiem. Dobra, gdybym się sprężył i włożył w to stopro moich umiejętności, to taki tekst miałby zapewne ręce i nogi. Tylko wtedy pojawia się przed moimi oczami (okiem) pytanie – gdzie2sens? Naprawdę człowiek z Poznania czy innego Gdańska chciałby się dowiedzieć, czy dany artysta zagrał dany utwór? Nie uśnie bez tego info? Świat mu się zawali? Nic nie będzie już takie samo? Jakby to powiedział Sławek Peszko – szanujmy się, tak?!

Owszem, mogę powiedzieć, że Rasmentalism zagrał kawałki ze wszystkich swoich płyt (wiele ich nie ma), że dorzucił do tego Thomasa Edisona na genialnym, acz nader prostym bicie Qcieka, oraz że skandowaliśmy razem hasło „Dobre czasy, złe czasy, ale leje się bro”, które to jest moim ulubionym okołoortegowym. Bardziej znacząca będzie jednak informacja, że po kilkudziesięciu minutach krótkiego koncertu Ras oddychał już rękawami i ostatkami sił wykrzesywał z siebie dźwięki. Albo że Ment ma dzieciaczka, który „skończył” nam popisy po niewiele ponad godzinie wspólnej zabawy. No ewentualnie taka, iż tegoroczny „Hotel Trzygwiazdkowy” oceniony przeze mnie bardzo pochopnie na 4+, okazał się bardzo wygodny i funkcjonalny i obecnie daję mu 5 – w wersji live, przy uwzględnieniu klimatu mojego miasta.

Co ja Wam będę gadał – przeżyłem wraz z przyjaciółmi kozacki melanż, stylistycznie odbiegający od żniw (Ż jak żarcie, N jak niunie, I jak intryga, W jak odwrócone M, czyli marihuana, A jak alkohol – a S jak STREETWORKERZ). To może na koniec jeszcze malutki apel – jeśli masz ochotę i kochasz Ortegę, to przyjedź 16 grudnia do Palladium na Lavoholicsów. Ja się wybieram, wybierz się i Ty. I przepraszam za małą aktywność – nie widzę na jedno oko.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Okołomuzycznie, Wspominki i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

7 odpowiedzi na „Zacieszanie z Rasmentalismem, czyli tęga rozkmina na temat braku sensowności w pisaniu relacji

  1. Bo jak sobie wpychasz witki w rózne otwory na ciele, to potem sie nie widzi na oko (oka) – a tak apropos – ortega rules;)

  2. kruk pisze:

    Pochłonęło Cię Nowaku studenckie życie. Już nawet relacji nie umiesz napisać. Ogarnij się, bo zaczniemy się martwić. :d

    PS A propos „zmęczenia po sianokosach” kojarzy mi się Mes: „i pojąłby, że żeby dać w palnik trza się urobić po łokcie” ;p

  3. Jak się wykuruję to znowu zacznę nakurwiać aż miło. 😀

    Mes i Nowak – najlepsi rolnicy na globie ;d

  4. kruk pisze:

    Taa? ;p No to można by kiedyś wspólnie coś zasiać, jakieś rapowe ziarno :d

  5. No baaaaaaaa, jakieś delikatne jak mgiełka sianokosiki, albo wielkie żniwa jak Zaginiony! (czek diz ałt na fb) 😀

  6. kruk pisze:

    Łeee, ja myślałem że to Twoje,a to podpieprzone od Zaginionego… Swoją drogą, myślałem że to ja jestem de bigest psychofan pl hh.

  7. Ja jestem de bigest psychofan Zagiego i jego ZagiShow!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s