Wariacje „Pana Śmiecia”, czyli ja nie oceniam, jestem tylko narratorem

Przeprowadziłem ostatnio ciekawą rozmowę ze znajomym producentem, zresztą całkiem znanym w polskim środowisku rapowym. Przez 30 minut podsyłałem mu co raz to nowe remixy „Pana Śmiecia” duetu Bonson/Matek, po czym on, wyraźnie już podirytowany moją rosnącą egzaltacją i rozpływaniem się nad brzmieniem kolejnych kawałków, wypowiedział takie oto słowa: – Producenci za chuja nie rozumieją, że to ma brzmieć, jakby zostało nagrane na tym bicie! Że to ma być dopasowane jak kutas do cipki, kurwa! Wtedy uzmysłowiłem sobie po raz kolejny, że jestem totalnym laikiem na polu produkcyjnym – często jarają mnie podkłady, które mają źle ułożone bębny, perki gdzieś daleko w tyle pedałujące na rikszy i fałszujące basy, dlatego dzisiejszy wpis o ulubionych konkursowych przeróbkach wspomnianego wcześniej kawałka potraktujcie jako ogląd przeciętnego słuchacza, nierzadko mającego mitycznego „chuja w uchu”. A co do mojego daleko posuniętego dyletanctwa – obiecuję niezbyt rychłą poprawę.

Wróćmy jednak do sedna sprawy. Jeśli chcesz spytać drogi Czytelniku, czy przesłuchałem wszystkie bądź też większość dostępnych konkursowych kawałków – nie, nie przesłuchałem, gdyż szanuję swój wolny czas, nie ujmując rzecz jasna niczego żadnemu z producentów. Do tego stoję na stanowisku, że baczne wsłuchiwanie się w 150 (130? – nie pamiętam) remixów byłoby dla mnie, ale także i dla moich bliskich niemałym utrapieniem. Przy całej mojej sympatii dla twórczości Bonsona – jak długo rodzina Nowaków dałaby radę wysłuchiwać tego samego tekstu o złym samopoczuciu wyżej wymienionego, podlanego różnymi dźwiękowymi sosami? No proszę Was… Mogę jednak zapewnić, że ilość utworów, jaką przyjęły moje uszy w ostatnim tygodniu, wydaje mi się dostateczna, bym mógł napisać artykuł taki jak ten, a dziesiątka, którą prezentuję poniżej, najlepiej trafia w moje niezbyt wysublimowane gusta. Jednakowoż brakuję mi w tym własnym „top ten” bardzo przyjemnego remixu Beeresa, gdyż jakimś cudem zniknął on niedawno z bazy YouTube’a.

Apeluję o jedną rzecz – nie sugerujcie się pozycjami na liście, gdyż nie jest to żaden ranking i nigdy nie aspirował do tego miana), a jedynie luźne zestawienie tego, co moim zdaniem jest zdecydowanie warte uwagi.

1. Pagarani & Złote Twarze

– To jedyny remix oddający klimat oryginału – taką wypowiedź przeczytałem przed kilkoma dniami na jednym z forów internetowych. Uważam, że to opinia nieco na wyrost, ale muszę przyznać, że w mojej ocenie ten kawałek wygrał w pełni zasłużenie. Znajduję trzy główne powody, dlaczego odniósł zwycięstwo wespół z kompozycją JH. Po pierwsze: klimat. Delikatny, miejscami minimalistyczny, genialnie klimatyczny i do bólu nastrojowy. Nie jest aż tak ciężki, jak ten Matkowy oparty na samplu z Lady Pank, ale świetnie komponuje się z depresyjną nawijką Bonsona. Po drugie: zaangażowanie twórców. Rzadko zdarza się w Polsce, by przy jednym bicie pracowało aż tylu producentów. Takich kompozycji aż chce się słuchać, gdyż każda część składowa dodaje coś unikalnego od siebie, a po takiej współpracy już na pierwszy rzut oka widać, że chęć zrobienia czegoś świetnego i idącego po wiktorię (czym ona by nie była) jest zwielokrotniona. Po trzecie: wykorzystane instrumentarium. Rozkład obowiązków instrumentalnych, czyli w ogromnym uproszczeniu Pagarani z gitarą (samo jej wykorzystanie z urzędu dodaje nutę melancholii) i Złote Twarze za perkusją wyszedł tej kompozycji na dobre. Raduje się serce, że nasze województwo (oraz sam Lublin) znowu mocno akcentuje swoją obecność na rapowej mapie naszego kraju.

2. BeJotKa

Trudno mi sobie wyobrazić naszą krajową muzykę bez zespołu Dżem. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że większość tradycyjnych polskich popijaw mniejszego (spędy wszelakie) i większego (studniówki) kalibru straciłoby swój pijacki mistycyzm bez chóralnego odśpiewania „Listu do M.” czy „Wehikułu czasu„. Tym bardziej cieszę się, gdy ktoś sampluje polskie kawałki w produkcji mojego ulubionego gatunku muzycznego. Przy wydawaniu legalnych płyt z polskimi motywami pojawiają się jednak niemałe problemy, których sztandarowym przykładem jest spór między Stanem Borysem a Peją. Jak nietrudno się domyślić, analogicznej sytuacji chciał uniknąć Bonson i jego manager, toteż taki utwór jak ten wyżej nie miał od początku prawa bytu na reedycji kompaktu „Historia po pewnej historii”. Wielka szkoda, gdyż jest on doprawdy ciekawy, a przy tym zbiera tak wiele pochlebnych recenzji, że jego autorowi – ciągle szerzej nieznanemu – może odbić sodówka. Niczego takiego jednak na razie nie zaobserwowano, a jeśli mi nie wierzysz, to poczytaj komentarze pod tym remixem na YT.

3. ZeroJeden

Już od dobrych kilkunastu dni zbieram się, by opublikować na blogu recenzję EP-ki Flajs/ZeroJeden „Backstage”. Niektórzy zadadzą po tym zdaniu fundamentalne pytanie: po chuj? Co tu dużo kryć – od wielu miesięcy jestem zagorzałym fanem produkcyjnych wynurzeń Michała i autorytatywnie uważam, że jest o nim zdecydowanie za cicho jak na talent, jaki posiada. Ów niewątpliwy dar ujawnił się także w remixie „Pana Śmiecia”, któremu chełmianin dodał sporo entuzjazmu, nie zapominając jednak, że Bonsowi wcale nie jest do twarzy z maską wesołka. Odbijając od tematu: recenzja może okazać się ciekawa nie tylko ze względu na koncept, jaki postaram się wdrożyć po raz pierwszy w życie, ale także przypowiastkę o moich przejściach z Miejskim Folklorem, którą zachowuję w pamięci już wiele tygodni. Powiem raz a nieskromnie – warto zaczekać.

4. 2sty

Być może trudno w to uwierzyć, ale ten remix egzystował do niedawna jako na poły mityczny. Gdy udostępniałem kolejne kawałki na prywatnym profilu fb, zawsze musiał pojawić się przynajmniej jeden komentarz, wpisujący się w nurt „E tam, 2sty zrobił lepszy”. Nie dało się go jednak wysłuchać, gdyż nie był nigdzie opublikowany, toteż jego faktyczna wartość pozostawała niemałą zagadką. Teraz mogę powiedzieć z ręką na sercu – Tłuścioch odwalił kawał dobrej roboty. Nie brak mu niczego – agresji w początkowej fazie oraz zwiewności, zadumy i klimatu dalej, pełnokrwistego brzmienia przez ponad 4 minuty oraz ciekawych cutów, które specjalnie na tę okazję przygotował niezawodny DJ Pstyk. Mocna rzecz od podziemnego szaleńca.

5. Kosaaa

Przy takich kawałkach wychodzi na jaw, jak bardzo nasze postrzeganie muzyki zmienia się w zależności od warunków atmosferycznych. Ten remix wybitnie nie trafił w swój optymalny czas. Stanem pożądanym byłby wieczór okraszony ulewą, wieloma niepokojącymi rozbłyskami na niebie i grzmotami, które chybotałyby całym domostwem. Jest to parafraza mojej opinii sprzed ponad 2 tygodni, gdy napisałem Huczowi: – gdyby teraz była deszczowa jesień, to ten utwór nie zszedłby z głośników przez długi czas. Pomimo „niesprzyjającej” aury i tak dziarsko śmigał na zapętleniu przez wiele dni, gdyż jest po prostu majstersztykiem w kwestii klimatycznej korespondencji z oryginałem. Dlatego też wspomniałem na początku, że opinia na temat supremacji tworu Pagaraniego i Złotych Twarzy w tym zakresie jest troszeczkę przesadzona.

6. DonDe

Trudno wymienić wszystkich raperów, jacy ostatnimi czasy nagrywali na bitach tego utalentowanego chłopaka. Tym remixem pokazał dwie największe zalety swojego warsztatu – wszechstronność i pomysłowość. Baczni obserwatorzy jego kariery (duże słowo, ale bynajmniej nie na wyrost) mogą dostrzec, że już po raz kolejny rzuca bit, który nie dość, że dobrze brzmi, to jeszcze jest odmienny od ostatniego, który się od niego słyszało. Zabieg z totalną zmianą klimatu oryginału wypada uznać za dobry manewr, gdyż widać w nim ciekawy koncept, polegający na dodaniu Bonsonowi bangerowego zacięcia, o czym może świadczyć choćby wkręcający się w pamięć refren. Wiele osób krytykuje, że to zbyt melanżowe ujęcie, ale to normalne – w końcu czegoś takiego „jeszcze nie grali”.

7. Szakal ZoL

Jeśli Prismatic i Bonson zrobiliby oddzielną kategorię o nazwie „Objawienie konkursu„, to Szakal ZoL powinien wygrać ją w cuglach, dystansując wszystkich uczestników. Przyznam szczerze – nie słyszałem ani jednego bitu tego człowieka przed konkursowym remixem, a ten rozłożył mnie na łopatki, co jest chyba dla niego najlepszą rekomendacją, nawet biorąc pod uwagę mój mały współczynnik „opiniotwórczości”. Po przekopaniu się przez tony wirtualnych materiałów dowiedziałem się o nim co nieco, więc moim blogerskim obowiązkiem jest przybliżyć jego sylwetkę. Szakal urodził się w Szczecinie, jednak koleje losu spowodowały, że po 13 latach życia wylądował w Zwolle w Holandii. Tam zaczął rapować, a później także produkować. Jeśli Wasza ciekawość nie została zaspokojona, to zapraszam pod ten link.

8. Wezyr

Wezyr jest kolejnym twórcą, którego wyczynów produkcyjnych nie słyszałem do czasu Bonsonowego konkursu. Na jego remix trafiłem całkowicie przypadkiem, przeglądając jak co dzień Ślizg (na którym mam zresztą konto, ale nie udzielam się w dyskusjach, bo nie lubię). Już po kilkudziesięciu sekundach przypadła mi do gustu pętla, na której oparta jest kompozycja całości. To chyba jedyny na mojej liście wariant „Pana Śmiecia”, którego nie da się łatwo sklasyfikować. Nie pasuje mi on ani do szufladki „Ciężkie brzmienie”, ani do „Dużo radośniej niż u Matka”. Powiedziałbym, że swobodnie lawiruje gdzieś pomiędzy jedną a drugą i na tym zakończę swój wywód, by go sztucznie nie przedłużać.

9. Skaju

Gdybym nie wyśmiewał truskulowego piśmiennictwa polskiego na Facebooku, to właśnie napisałbym wyświechtany frazes „Zawsze spoko„, dodając przed nim „Ogień od Skaja„. Bo tak, naprawdę lubię tego producenta – choćby za ciężką, a zarazem świetną „Introdukcję” na krążku Wrooclyn Dodgers (niefortunnie przegapiona pozycja tego roku). Tym razem zamiast ciężkości dostaliśmy agresywne i skoczne klawisze, dodające werwy całemu utworowi, trwającemu troszeczkę ponad pięć minut. Długość nie powinna jednak nikogo zniechęcić, gdyż tego remixu słucha się z ogromną wręcz przyjemnością. Nie zabrakło też typowe „wkręcacza” w refrenie, co może spowodować, że kontakt z tym kawałkiem nie zakończy się po pierwszym czy drugim odsłuchu.

10. ZamoT

Myślę, że przynajmniej jeden z moich czytelników słyszał kiedyś kawałek „Diluję cziLLL”. Spotkałem się już z opiniami, że to klasyka polskiego podziemia i nie wypada mi deprecjonować takie stwierdzenia – długo by szukać drugiego tak luzacko nawiniętego nagrania z takim wajbem. Tym, co cechowało nie warstwę tekstową a muzyczną, było ciepłe i oldschoolowe brzmienie wprost z winylu. Kto był autorem tamtej kompozycji? Oczywiście ZamoT, czyli człowiek, który posiadając mniej więcej tyle samo fanów na Facebooku co ja, pracuje dziesięć razy ciężej, co rusz to publikując nowe kawałki. I w jego przypadku raczej nie mam wątpliwości – zabieg był taki, by refren brzmiał optymistycznie, nieco kontrastując z wymową smutnego w gruncie rzeczy pianinka przebijającego się w całym remiksie. Jak wyszło – posłuchajcie sami, jeśli do tej pory tego nie zrobiliście.

Jak widzicie dobrej muzyki zostało tu zamieszczone naprawdę sporo, toteż nie namawiam Was, byście wysłuchali tego wszystkiego w przeciągu dajmy na to jednej godziny. Najpierw sprawdźcie pogodę na dworze, później prognozę pogody w internecie, potem przeczytajcie moje opisy i odnajdźcie kawałki, które będą pasować do zastanej i niedaleko-przyszłościowej aury, a dopiero na koniec przesłuchajcie to, co tutaj zamieściłem. Zapewniam, że efekt będzie dużo lepszy niż wtedy, gdybyście jeździli na muzycznym rollercoasterze emocjonalnym. Dziękuję za uwagę.

(zdjęcie: oficjalny profil Bonsona na Facebooku)
Ten wpis został opublikowany w kategorii Artykuły i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

6 odpowiedzi na „Wariacje „Pana Śmiecia”, czyli ja nie oceniam, jestem tylko narratorem

  1. dexiu pisze:

    Bonson ma strasznie podobne flow do Małolata i idealnie siedzi na jego bitach (a raczej Ajrona).
    Sprawdź sobie to : http://www.youtube.com/watch?v=iEZf-B6H1Uw

    • Nikt inny pisze:

      Ta. Rzeczywiścei fałszujące basy są najlepsze.

      • mvp pisze:

        Przeciętny słuchacz nie usłyszy tu żadnego fałszu, może co najwyżej jest tego basu trochę za dużo i targa odsłuch. Mój drogi, nie masz za wiele pojęcia o basach, wielcy Returnersi.. np w ”Nagapiłem się” czy w „Nie byłem nigdy” tam to są dopiero ”basy”. To nieuczciwe rozliczać na siłę takich chłopaków, co pierwszy raz może się ich słyszy dzięki temu konkursowi, a w klipach z wyświetleniami liczonymi w milionach nikt się czepia o to, to żałosne wręcz.. Z resztą wyjechałem z tymi Returnersami, a tu nie trzeba było daleko, wystarczy myszką w górę, np pan 2sty zaserwował bardzo ładny fałszujący bas 🙂

        Pozdrawiam

      • a pisze:

        Właśnie widać jak się znasz, pojęcia nie masz a się wyświetlasz. Returnersów z zasady hejtujesz bo zdarzało im się robić fałszujące bassy, albo ktoś Ci powiedział, że źle grają. U mnie w remiksie akurat bass się zgrywa, jak nie wierzysz – odpal klawisz.
        Pozdrawiam
        2sty

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s