Flajs/ZeroJeden „Backstage”, czyli zaproszenie za kulisy

Profesja dziennikarza muzycznego wiąże się z przynajmniej kilkoma rzeczami, które są z reguły trudno dostępne dla przeciętnych słuchaczy. Weźmy na przykład możliwość posłuchania kawałków czy nawet całych płyt przed premierą. Dla całych tabunów fanów spragnionych nowych utworów swoich idoli to nie lada gratka i wyróżnienie, a dla mnie codzienność, która przynosi mi tyleż radości, co i ogromnego bałaganu na dysku. Za dużo wartościowszą uznaję możliwość wejścia na backstage po koncercie. Otwiera to furtkę do obcowania z artystą w głębszym wymiarze i na całkowicie innym poziomie relacji, co z kolei potrafi być niezwykle pouczającym przeżyciem dla kogoś, kto do tej pory znał daną „gwiazdę” tylko z okładki (daleko idące uproszczenie, bo w polskim rapie trudno nawet o zwyczajne zdjęcia w gazetach) i ma o niej wyklarowane – rzecz jasna drogą pośrednią – zdanie. Czasem jednak nie trzeba zapuszczać się do kuluarów i „polować”, by dowiedzieć się, co gra w duszy danych twórców. Wystarczy baczne przesłuchanie materiału jak w przypadku nowej EP-ki Flajsa i ZeroJeden.

Kontakt z twórczością tego klasycznego duetu MC/Producent można przyrównać do sytuacji, w której to po jednym z rapowych gigów w chełmskiej Cameracie trafia się za kulisy, gdzie rezydują już wszyscy ludzie związani z Miejskim Folklorem (ekipa z Chełma, w której skład wchodzą między innymi obaj wyżej wymienieni – przyp. red.). Jak łatwo się domyślić (a znając osobiście autora owego tekstu – bardzo łatwo), sytuacja wygląda tak, że siedzę z dopiero co nalaną do wysokiej szklanki Perłą Chmielową naprzeciwko Flajsa, który rozpoczyna opowieść o własnym życiu przy akompaniamencie dźwięków z szafy grającej serwowanych przez znajdującego się gdzieś na uboczu ZeroJeden.

Już po kilku minutach narracji widzę przed oczami młodego rapera będącego zwyczajnym chłopakiem – jego egzystencja obraca się wokół tych samych problemów co moje, tak samo jak mnie interesuje go rap, chętnie powraca do wspomnień dzięki licznym retrospekcjom, no i rzecz jasna znajduje także miejsce, by powiedzieć coś o miłości. Gdy słuchałem tych opowieści twarzą w twarz, wydawały mi się dość interesujące. Kiedy jednak siądę w skupieniu i wysłucham raz jeszcze „Backstage EP”, mój punkt widzenia zmieni się w sposób diametralny. W tych warunkach takie historie mnie nie urzekną, bo co drugi nawijacz w tym kraju miewa podobne w swoich utworach, co dziesiąty mówi o nich w sposób, który może mnie zainteresować, a jako słuchacz, który poznał mniej więcej kilkaset albumów, jestem zobligowany do posiadania nieco wyższych wymagań.

W trakcie spotkania w Cameracie urzeknie mnie jednak tego wieczoru kilka rzeczy. Przede wszystkim znajdujący się w cieniu Michał (ZeroJeden), który z każdym kolejnym utworem zyskuje coraz bardziej w moich oczach. Znalezienie z nim wspólnego języka nie byłoby trudne – niewątpliwie posiada czarną duszę, co mi bardzo odpowiada. By zyskać jeszcze bardziej, nie musi nawet puszczać samych typowo rapowych kawałków. Nawet tak wykręcone rzeczy, jak „Wariacje #1” wychodzą mu intrygująco, o czym może świadczyć chociażby to, że podobno jego mama dała się ponieść i odtańczyła swoje przy tym utworze. Warto wspomnieć, że Kret (remix lepszy niż oryginał), Nerwus (klawisze) i DJ’e też dołożyli swoje trzy grosze do tego, jak postrzegam osobę głównego producenta.

I tylko jedną osobę tak bardzo chciałbym spotkać w Chełmie, że aż bym nie chciał. Jest nią niejaka Natalia D, autorka refrenu w „Ona to ja”. Wiecie dlaczego? Gdyby okazała się dziewczyną, która nie podoba mi się pod względem fizycznym, to upadłyby moje wszystkie wyobrażenia na jej temat, tak długo kreowane za pomocą wyobraźni w głowie. To jeszcze jeden argument za tym, że naprawdę da się zakochać w czyimś głosie.

* Ocena:3 z małym plusem, czyli 01 i jego muzyka jako wartość dodatnia projektu.

PS Z tymi młodymi skądinąd chłopakami połączyła mnie kilka miesięcy temu dość osobliwa historia. Otóż w czasach, gdy moje pisanie znajdowało się jeszcze w powijakach, kliknąłem mechanicznie przycisk „lubię to” pod jednym z postów na tablicy Miejskiego Folkloru. Jakież było moje zdumienie, gdy okazało się, że ten niewiele znaczący gest pozwolił mi… wygrać singiel tego składu. Pomyślałem wtedy, że szczęście się do mnie uśmiechnęło… Nic bardziej mylnego. Przez długie tygodnie nie otrzymałem swojej nagrody i niewiele później zdążyłem już o niej całkowicie zapomnieć. Oni jednak nie zapomnieli. Skontaktowali się ze mną trochę ponad miesiąc temu, by oświadczyć, że pojawiła się mała „obsuwa” związana z materiałem, która jednak nie zmienia faktu, że otrzymam od nich prezent. Po tej rozmowie próbowaliśmy się ze sobą skontaktować na niedawnym koncercie Rasmentalismu, ale nie było nam dane się zobaczyć. Cała trójka (Blanio, Flajs, ZeroJeden) zachowała jednak klasę, obiecując mi, że dodatkowo dostanę EP-kę, której recenzję przeczytaliście przed paroma chwilami. Jestem pełen podziwu!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Recenzje i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s