Diset „High Definition”, czyli podsumowanie dobrego roku dla lubelskiego rapu

Od kilku dni zastanawiałem się, co będzie najlepszym podsumowaniem mojej działalności blogerskiej w tym roku. Typowe zestawienia i tym podobne rzeczy nie wchodziły w rachubę, artykuły wolałem zostawić na kolejny rok, a jakikolwiek wywiad zrobiony na szybko byłby zakpieniem z ludzi, którzy tak tłumnie mnie czytają. Postanowiłem więc, że zwieńczeniem (nie jedynym) dokładnie dziewięciu miesięcy pracy nad sobą i swoimi tekstami będzie krótka recenzja konceptualna jednej z najciekawszych lubelskich płyt tego roku – „High Definition” Diseta.

Chociaż ubóstwiam wszelkiego rodzaju starocie – także w kwestiach kinematograficznych – to jestem naraz entuzjastą telewizji w wysokiej jakości obrazu i dźwięku, zwanej popularnie HDTV. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta. Nie ma nic przyjemniejszego niż dostrzeżenie, że gwiazdy złotego czy też srebrnego ekranu są ludźmi takimi samymi jak ja. Też mają zmarszczki (chociaż sam mam tylko mimiczne, bo zbyt często i gęsto zacieszam), a ich problemy są wypisane na twarzach, dzięki czemu stają się o wiele bliższe, bardziej ludzkie niż wypacykowane, rozmyte i wyszpachlowane do granic możliwości persony z brazylijskiej telenoweli o bogatej rodzinie, która mogłaby być (nie)żywym przykładem nowoczesnego, oświeconego kazirodztwa.

Problem jednak w tym, że oglądanie czegokolwiek w tej zachwalanej zewsząd jakości niesie ze sobą również nieprzyjemne konsekwencje. Dużo łatwiej na przykład zauważyć brud miejsc, które znamy od szkraba, prozę życia codziennego i przykrość tych samych tematów wałkowanych po raz enty z tymi samymi ludźmi – taką właśnie cenę ponosi się za poznanie innej perspektywy, z której spoglądamy na dotychczasową rzeczywistość.

Krążek Diseta zbliża nas do prawdziwego życia, co już na wstępie może odstraszyć potencjalnych odbiorców. Zaświadczam jednak, że warto poświęcić trochę czasu na zapoznanie się z czternastoma przebitkami obserwacji Wojtka. Są one podane w znakomitym stylu, a spokojny, stonowany głos pozwala na przesłuchanie materiału „na raz”, co jest dla ogromnym plusem każdej możliwej płyty. Kozaków jest tutaj co niemiara, więc nie będę ich wszystkich przybliżał. Powiem tylko, że najbardziej do gustu przypadły mi „Brud„, „Morfina„, „Szczeniak” i „Śmiej się w twarz światu” z gościnnym udziałem Rasa.

Nie byłbym sobą, gdybym nie docenił sfery produkcyjnej całości. Standing ovation należy się Brusowi, Złotym Twarzom, Soulpete’owi i Wrednemu, ale nie tylko. „High Definition” to także kilkanaście smaczków w postaci beatboxu Romka, gitar Łukaszów (Dzwonkowskiego i Matysa), saksofonu Mateusza Raka, chorków My-Key’a i pracy DJ’ówSmaka oraz Gondka. To wszystko sprawia, że nowego krążka lublinianina znanego chociażby z featów u Rasmentalismu słucha się z niemałą przyjemnością.

Już za kilkadziesiąt godzin pożegnamy rok 2011, zamieniając go na 2012, w którym to może nastąpić koniec świata (który już raz – nie zdołam zliczyć). Jeśli jednak nie przylecą po nas Annunaki i nie zapanują nad Ziemią, to niebawem poznacie na Muzyce Nowaka od kuchni EtRecs.com, czyli perełkę na skalę kraju rodem z Lubelszczyzny.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Recenzje i oznaczony tagami , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s