18.02.2012 – śmiertelna kombinacja w Lublinie

Od inauguracyjnego wydarzenia pod szyldem WhaTheFuck!? minęły dwa tygodnie. Emocje już prawie opadły, artyści rozjechali się po całej Polsce, a Graffiti przygotowuje się na kolejne koncerty, ale wszyscy, którzy widzieli to, co zdarzyło się 18 lutego w Lublinie, prawie jednogłośne przyznają, że mieliśmy do czynienia z czymś niesamowitym. Czymś, co będzie bardzo trudne do przebicia przez którąkolwiek organizację koncertową z mojego miasta w tym roku.

Koncerty gwiazd tego wieczoru poprzedził występ lubelskiej Inflacji. Jeżeli jej nie znacie, to poniżej przedstawiam krótki autorski biogram:

Inflację tworzy trzech zdolnych gości – Robak, Szewc (raperzy) i Brus (producent). W 2011 roku wydali płytę o tytule… „Inflacja„, której recenzja (mojego autorstwa) ukazała się na portalu Popkiller. Co ciekawe, dzięki tamtemu tekstowi i jego szatańsko (szarlatańsko?) luźnej formie zostałem nazwany „laikiem”. Dlatego mów mi NowakIke1 Screamdustry.

Każdy kolejny koncert tej trójki utwierdza mnie w przekonaniu, że wszyscy organizatorzy z Koziego Grodu powinni wpychać ich – na przemian z Disetem – do line-up’ów swoich eventów (to zabrzmiało trochę głupio jak na przyszłego filologa POLSKIEGO, goddamn it!). Dlaczego? Po Rasmentalismie to najlepsi artyści rapowi, jakimi dysponujemy. Do tego potrafią zrobić niesamowity ogień. Chociażby wtedy, gdy każą wszystkim na koniec podnieść palce do nieba. Bo jest taki utwór – „Wyżej„. Albo lecą tytułowy kawałek „Inflacja” (hahahat-trick!) pod bit z „Dark Fantasy” Kanye Westa. W pewnym momencie dzieje się coś niezwykłego – cała publika znajdująca się w sali wydaje wysokie dźwięki ze swych pozdzieranych gardeł, brzmiąc przez kilkanaście sekund jak stado psów odzywających się na sygnał faceta rozwożącego na wsi butle z gazem. I tak jest co koncert. Osobliwe.

Po lokalnym supporcie przyszedł czas na przywitanie delegacji ze Szczecina. Pojawili się: Bonson, Matek, Orzeu i Tymi. Damian pokazał świetną formę, a w szczególności opanowanie, gdyż był niejako zmuszony „streszczać się” ze swoim występem. Dlaczego? Niestety nie mogę powiedzieć, ale rozbiło się – jak to zwykle bywa – o coś, w co żaden czytelnik by pewnie nie uwierzył. Poza tym był to bardzo dobry, energetyczny koncert, ale delikatnie się nie zrozumieliśmy ze szczecińską kompanią. Kiedy oni wzywali za kawałkiem „Numer nieznany” do odpowiedzenia na „Pierdol się <tu ksywa>”, wszyscy powtarzali ich słowa. Za to Bons zapomniał nawinąć jednej zwrotki z tego numeru. Jesteśmy kwita.

Co było potem? Show Te-Trisa, który jak dla mnie udowodnił, że jego „Lot 2011” jest jedną z trzech najlepszych płyt poprzedniego roku. W wersji koncertowej wszystkie bity brzmią prawie że genialnie, a zróżnicowany flow i emocje kipiące z każdego tracku powodują, iż zaczynam zachodzić w głowę, czemu ludzie chcieliby dostać takiego samego Adama jak na poprzednich materiałach tylko na innych produkcjach. Dlaczego piszę tak ogólnikowo? Po dwóch koncertach opadłem z sił i udałem się do vip roomu, gdzie na ekranie obejrzałem sobie dalszą część popisu TeTa. Co oznacza vip room w tym środowisku? Kanapa x stolik x wódka x zapojka. Z kim? Powiem tylko, że z Karolą i kilkoma innymi osobami.

Na koniec pozostał Pezet z Małolatem, czyli gwóźdź programu. Wielu osobom wydawało się, że to może być prędzej gwóźdź do trumny tego wydarzenia, o ile starszy Kapliński „zaniemoże”, ale tak się nie stało. Lata doświadczeń scenowych i setki koncertów sprawiają, że ten duet w normalnych okolicznościach nie schodzi poniżej pewnego poziomu. Najbardziej ucieszyło mnie to, że pojawiło się trochę kawałków z solówki Michała z moim ulubionym polskim producentem Ajronem. Nie mogę jednak zaprzeczyć temu, że wykonanie „Ukrytego w mieście krzyku” było najlepszym, co spotkało nas tego dnia. Nie do przebicia.

I szkoda tylko, że w Escobarze jest tak mało miejsca. Wpadliśmy tam na after w kilkanaście osób i niestety nie było gdzie usiąść, postać czy jak posłuchać DJ’a Marmeta. Nic to. W niedzielę odbiliśmy sobie to z nawiązką. W jaki sposób? Mogę odpowiedzieć tylko tak, jak brzmi tytuł jednego z tracków Pezeta na „Emocjonalnej” – „Nieważne”.

(fot. Magdalena Grzesiak i Maciej Pyc. Zdjęcia stanowią własność twórcy, a korzystanie z nich bez pozwolenia to kradzież.)

Ten wpis został opublikowany w kategorii Relacje i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „18.02.2012 – śmiertelna kombinacja w Lublinie

  1. Jakub pisze:

    Żałuje że mnie nie było, pogrom!

  2. Marownia pisze:

    Oj w takim razie żałuj tego czasu w viproomie,a nie pod sceną 😉 Jak dla mnie,TeT zjadł wszystkich- i to on stał się gwiazdą wieczoru, perfekcyjny kontakt z publiką, brak monotonni, pełne zaangażowanie, to nie był tylko występ a prawdziwe show.I ta mega wdzięczność podczas zbijania piątek przy barze. Oczywiście pozostałe ekipy również dały radę. Już nie mówiąc o tym,że sama publika także 😉 MEGA wydarzenie! wielkie ukłony dla WTF?!

  3. I będzie więcej takich wydarzeń, Majówka może przebić 18.02. 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s