Szyna: – WJ nie jest typową wytwórnią, to coś na kształt klubu gentlemanów

Wiadomość, że nowym nabytkiem wytwórni Wielkie Joł zostanie B.R.O. nikogo w zasadzie nie zelektryzowała – tego mogliśmy się domyślić od dłuższego czasu. Za to druga decyzja kadrowa TDF’a i spółki zaskoczyła prawie każdego obserwatora polskiej sceny rapowej, trudno bowiem było przypuszczać, że do WJ może dołączyć tak anonimowy artysta, jak Wojciech „Szyna” Nowak. Z sosnowieckim raperem porozmawiałem m.in. o tej sprawie. Zapraszam do lektury!

Cześć Wojtku. Na początku powinienem się spytać o Twoje samopoczucie, ale wszyscy wiemy, że jesteś w szampańskim nastroju, dlatego przejdziemy od razu do konkretów. Mógłbyś opowiedzieć ze szczegółami, jak doszło do tego, że znalazłeś się w wytwórni Wielkie Joł? Dla wielu osób to wydarzenie, którego nie potrafią logicznie wytłumaczyć.

Siemka! Nie no, euforia już nieco opadła, kac praktycznie nie dokucza… Dobra, przejdźmy do mojej historii. Drugiego grudnia poprzedniego roku grałem w klubie „Oko Miasta” support przed Tedzikiem oraz DJ’em Tuniziano, który promował mixtape „HOWWA 2”. Miałem wtedy okazję porozmawiać z Jackiem. Tamtego dnia powiedział mi coś, czego nie zapomnę do końca życia: – wiesz Szyna, musisz zdecydować czy chcesz być sławny – tylko że jak widzę, Ty już zdecydowałeś. Po tych słowach podał mi adres, dzięki któremu mogłem się z nim skontaktować. Pomimo tego przez dłuższy czas nie rozmawialiśmy. To zmieniło się, gdy puściłem w sieć numer „Niepojęcie” i napisałem na fanpage’u, że zamykam listę producentów, którzy znajdą się na moim solowym krążku. Wtedy dostałem od Tede wiadomość, że chciałby dać mi bit, na co oczywiście się zgodziłem. Kawałek, który na nim nagrałem, spodobał się Jackowi, a tak się szczęśliwie złożyło, że kilkanaście dni później znowu go supportowałem. Tym razem wywołał mnie na scenę, poczęstował kielonem, zagraliśmy razem kilka sztosów i oświadczył, że jestem – cytuję – „Ambasadorem WJ Na Śląsku”. Potem na spokojnie obgadaliśmy wszystkie szczegóły.

To brzmi jak częściowe spełnienie amerykańskiego snu w Polsce. Nie odnosisz jednak wrażenia, że to wszystko dzieje się za szybko? Nie wydałeś zbyt dużo materiału w podziemiu, według mnie (pomimo całej mojej sympatii do Twojej osoby) wybiłeś się, że tak powiem, nieco „na kredyt”.

Masz rację, też sądzę, że to wygląda jak akcja rodem z Hollywood. Wiem, że stało się to nagle, ale zawsze marzyłem o przynależności do WJ, więc mam już plan, jak spłacić ten kredyt zaufania. Trzeba wiedzieć, że w czasie, gdy nie rapowałem, organizowałem koncerty w Sosnowcu, m.in. Małpy, VNM’a czy Zioła. Zatem wydaje mi się, że malutki procencik kredytu już spłaciłem, ale wiem, że jeszcze dużo wyzwań przede mną.

No właśnie, „kiedy nie udzielałeś się rapowo”… Mówiłeś kiedyś, że miałeś różne perypetie ze swoim składem Na Granicy Ryzyka. Straciłeś motywacje do rapowania.

O, miło, że o to pytasz. Jako małolaci wypuściliśmy LP, a potem na Zagłębiu pojawił się projekt prowadzony przez gościa, którego ksywy nie będę wymieniał. Wyszło, że ten człowiek jest zwykłym krętaczem i pierdolonym kłamcą, dlatego nazwy projektu również nie podam, nie ma co wspominać o takich niewypałach. Wzięliśmy się za NGR 2 z ziomem, ale w sumie nie wiem, dlaczego nie wyszło… Nie będę zgrywał smutnego gościa ze złamanym sercem, ale upadek projektu zgrał się w czasie z tym, że była panna zdeptała to, co do niej czułem i ciężko było mi się podnieść, pojawiły się krzywe akcje itp. Dlatego też dziękuję Zoomowi za przysłowiowe „strzelenie mnie w pysk” w odpowiednim momencie i Artemowi, który zaczął trzaskać bity. Dzięki nim odzyskałem wiarę w rap, czyli moją największą pasję.

Pasja to chyba słowo-klucz Twojej dotychczasowej kariery. Nadal zachodzę w głowę, w jaki sposób udało Ci się zaprosić do współpracy tak dobrych producentów, jak chociażby NNFoF, Kes-a, Kudel i DJ Ike. Jesteś w sumie nadal anonimowym raperem, więc może po prostu przyciągasz ludzi dobrą energia?

Co do energii – to możliwe, ale wiesz, z Ike’iem jestem w na wskroś koleżeńskich stosunkach, często rozmawiamy i się śmiejemy z głupot, do tego miałem okazje poznać go osobiście, jest bardzo wyluzowanym i miłym człowiekiem, co do Kudla to poznaliśmy się poprzez VNM’a w Krakowie, do Kesiastego zwyczajnie wysłałem wiadomość, podobnie jak do Tykshty i przekonałem ich do siebie podejściem do tworzenia – wychillowanym, bez zbędnego napinania się i poganiania, którego osobiście nienawidzę.

To teraz przejdźmy do malutkiego fenomenu z Tobą w roli głównej. Z czego wynika popularność Twojego cyklu video promującego „Ćmę Barową”? Ktoś bardzo trafnie zauważył, że po wypuszczeniu każdego kolejnego filmiku przybywa Ci sto nowych osób na fanpage’u.

Kiedyś siedziałem z moim dzielnym realizatorem Słonym (serdecznie go pozdrawiam i podziwiam za to, że wytrzymał słuchanie godzinami moich wypocin) w studio i stwierdziliśmy, że fajnie byłoby nakręcić zapowiedź płyty, powiedzieć, jacy goście się na niej pojawią itd. Krótko po tym Słony wziął aparat i nakręciliśmy pierwszą część – bekową, na wielkim kacu, ale także na luzie. Po tym video ludzie zaczęli się dopominać kolejnych odcinków, bo uważali, że kogoś nie wymieniłem, więc przyszła druga część, a po niej także trzecia, na pełnym spontanie. Mamy zamiar nagrać jeszcze kilka epizodów. Lubię dawać ludziom uśmiech <śmiech>.

Nie boisz się, że wejście w poczet graczy dużej wytwórni sprawi, że kolejne odcinki „Ćmy” będą musiały być nieco wygładzone? Niebawem zaczną obowiązywać niepisane kodeksy, nie wszystko będzie można powiedzieć.

Po rozmowie z Jakuzą, która odbyła się telefonicznie, wiem, że WJ nie jest typową wytwórnią, która zakłada mi kajdany i mówi „napierdalaj”. To coś na kształt klubu gentlemanów. Nie będę zagłębiał się w zasady tam panujące, ale nie, nie muszę łagodnieć. Mało tego – nie zamierzam złagodnieć!

O, czyli można się spodziewać jeszcze większego rozbestwienia przed kamerą? <śmiech> Masz jakieś nowe, szalone pomysły na zapowiedzi?

Kolejne szalone pomysły zaczynają być powoli realizowane. Jakie? Nie powiem, to w końcu totalny spontan, zarówno dla mnie, jak i dla widza. A czy się rozbestwię, to nie wiem, czas pokaże <śmiech>.

Co do szalonych pomysłów – pomyślałeś o przeprowadzce do Warszawy? Wiem, że można robić wszystko będąc w Sosnowcu, ale mogę się założyć, że po głowie chodzi Ci myśl: – dobra, jestem w WJ, może by tak przeprowadzić się do stolicy i wycisnąć tę szansę jak cytrynę, wyrabiając przy okazji sieć kontaktów.

A kto by w mojej sytuacji nie pomyślał? <śmiech> Na razie chcę zrobić to, co mam do zrobienia tutaj, w tym zorganizować parę fajnych rzeczy, rozreklamować nasze Studio Refineria, bo w realiach sosnowieckich jesteśmy najlepsi – mamy najlepszy klimat i – UWAGA – herbatę za darmo! Myśl o przeprowadzce powoli rodzi się w mojej głowie, ale teraz jestem w Sosnowcu.

Nie możesz opuścić swojego miasta ze względu na herbatę Lipton w piramidkach, rozumiem <śmiech>. Wyobraź sobie taką sytuację: B.R.O. prosi Cię o to, żebyś mu się dograł – zgadzasz się? Ja kompletnie nie widzę takiej kolaboracji.

Hmmm, pisałem z B.R.O, więc wie, że na początku miałem co do niego bardzo mieszane uczucia, bo chociaż skillsów nie można mu odmówić, to ma na koncie parę dziwnych akcji, które mnie się osobiście nie podobały. Jesteśmy jednak młodymi kotami, sądzę, że taka kolaboracja jest możliwa. Co więcej – to może zasiać dobry rozpierdol, dlatego tak, dograłbym się.

Czy jedną z tych dziwnych akcji było promowanie koncertu za pomocą plakatu, na którym B.R.O. widnieje z donutsem na palcu? Zgodziłbyś się na coś takiego?

Tak, to jedna z tych akcji. Ja bym się nie zgodził, ale sądzę ziom, że z moją dość wątpliwą urodą nawet by mnie do czegoś takiego nie wzięto <śmiech>. Rozmawiałem o tym plakacie z managerem Kuby i wiem dokładnie, jak do tego doszło. Z tego powodu jest w moich oczach usprawiedliwiony.

Fakt, jak ktoś Cię promuje, to nie masz zbyt dużo do gadania, pewnie regulują to odpowiednie zapisy w umowach. Głośno ostatnio o beefie miedzy Raca a Twoim kolega z wytwórni – niepotrzebny?

Wiesz, dla mnie kozackimi beefami były te, gdy np. Tede zjadał Płomień 81 i Nowatora, jak wypierdolił „3 Korony” itd. To były walki, którymi naprawdę się jaram, teraz śledzę te wszystkie krzyki tylko po to, by nie stracić wątku. A czy jest potrzebny? Czas pokaże, co z niego wyniknie.

Na koniec zdradź nam, kto pojawi się na Twoim nadchodzącym albumie.

Dobra, myślę, że mogę to powiedzieć głośno: w jednym numerze będą Diset i Paweł Wu, w kolejnym Oxon i Zamar, podobnie PeeRZet i Shot, a także Peus. DJ’ów jeszcze nie zdradzę. Do tego pojawi się u mnie Wielkie Joł, ale czy będzie to jedna osoba, czy dwie, to już zobaczycie sami.

Solidna reprezentacja, zapowiada się interesująco. Dzięki za rozmowę, chciałbyś jeszcze coś dodać na koniec?

Tak. Może to zabrzmi banalnie, ale według mnie naprawdę warto spełniać marzenia, poświecić temu wszystko i zawsze mieć kogoś, kto potrafi Ci powiedzieć, że trzeba wstać po upadku. W moim przypadku byli to Zoom i moja matka, gorąco ich pozdrawiam. Dzięki za rozmowę panie Nowak!

(Zdjęcie dzięki uprzejmości wytwórni Wielkie Joł)

Ten wpis został opublikowany w kategorii Wywiady i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Szyna: – WJ nie jest typową wytwórnią, to coś na kształt klubu gentlemanów

  1. eNoiDe pisze:

    Sympatycznym gościem się wydaje. Czekam na album. 🙂

  2. Szpaczy pisze:

    No, a jakie ciepłe słowo na koniec! ;d

  3. hm pisze:

    Również wydaje się wyluzowany i pozytywny. Ciekawe ten jego v-log.

    Pozdrawiam, i gratuluję ciekawie prowadzonej strony.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s