Ajron: – Nie czuję, że w czymkolwiek osiągnąłem absolutnie wszystko i niech tak zostanie

michal_dabalO oldschoolowych początkach kariery, wypaleniu po odbiorze płyty stworzonej z Małolatem, redefiniowaniu stylów polskich artystów, hitowym blendzie 2stego i inspiracjach w dziedzinie filmu. Michał Ajron Dąbal w obszernym wywiadzie dla Muzyki Nowaka.

Dzisiaj (stan na 25.05. – przy. red.) napisałeś na swoim fanpage’u, że już niedługo bardzo ciekawy news, a przed chwilą powiedziałeś mi, że składasz sampler. Wracasz do muzyki? Coś za dużo tych zbiegów okoliczności…

Może za parę dni albo dwa lub trzy tygodnie będę mógł więcej o tym powiedzieć. Zdradzę jednak już teraz, że może być bardzo ciekawie.

Powiedz tylko, czy idziesz w stronę płyty producenckiej, czy też zwyczajnej współpracy z polskimi raperami?

Na razie trudno powiedzieć, bo nie mamy jeszcze nic namacalnego, a gdy już będziemy to mieli, przyjdzie czas na oficjalne komunikaty i powiedzenie, z kim pracowałem.

Dobrze, w takim razie poczekamy. Na rozgrzewkę dwa standardowe pytania – jak zaczęła się Twoja przygoda z muzyką i dlaczego skierowałeś się ku produkcji, a nie rapowaniu?

Regularnie byłem podrzucany przez rodziców do mojej ciotki i wujka, którzy mieszkali obok na Gocławiu, obok Grochowa, gdzie sam mieszkałem. Mój kuzyn Jarek, Mandaryn z Huzdemak, miał całą meblościankę zajebaną kasetami – takimi bootlegami z kserowanymi okładkami i tytułami pisanymi na maszynie. Miał dostęp do dosłownie wszystkiego przez Volta, który był jego sąsiadem, i Bognę (Świątkowską – przyp. red.). I było tam wszystko: EPMD, Eric B. & Rakim, Public Enemy, Naughty by Nature, Gang Starr, dużo West Coastu, Heltah Skeltah, Dogg Pound… Gdy go nie było, oglądałem VHS-y z Yo! MTV RAPS oraz klipy wspomnianego wcześniej Public Enemy i Juice’a. W tych materiałach zawsze mnie fascynowały adaptery i dźwięki, które wydawała płyta. Nie wiedziałem, jak to robią, wiesz, byłem w szoku! Adapter i winyl to totalnie magiczna zajawka.

Parę lat później znowu podpytałem Volta, jakie kupić adaptery. Wtedy było ciężko z dostępnością takiego sprzętu w Polsce. W końcu ściągnąłem z Londynu dwa decki. Nie wiedziałem, jak się do tego zabrać, bo także dostęp do informacji był strasznie ograniczony. Przeczytałem więc artykuł niejakiego Komeja na Enigmie o samplingu i zwariowałem, nie słyszałem o tym nigdy wcześniej. Myślałem, że trzeba umieć grać, a ja dawno zarzuciłem naukę nut. Dostałem dwa pudla winyli od sąsiada, który chciał je wyrzucić i to był właściwie początek. Wtedy też wyszła EP-ka Grammatika i jeszcze bardziej ochujałem! Od razu napisałem maila do kolesia, który robił muzykę na ten materiał. Podpisywał się on jako Noon i siedział wtedy na forum Enigmy. Zaczęliśmy się wymieniać winylami, podsyłałem mu bity i w ten sposób poznałem właściwie wszystkich. A drugi adapter pogoniłem parę lat później Denie <śmiech>

W pamięci słuchaczy zapisałeś się jako producent, którego bębny brzmią chyba najbardziej charakterystycznie w całej dotychczasowej historii polskiego rapu. Czy właśnie na ten element bitu zwracałeś szczególną uwagę, szlifując go do granic możliwości?

No tak, zazwyczaj bębny powstawały jako pierwsze. Ich brzmienie to dla mnie wszystko, dopiero później dopasowywałem sample. Nie umiem pracować na odwrót.

Dużo czasu poświęcałeś na digging w poszukiwaniu dobrego sampla?

Różnie z tym bywało. Starałem się zawsze oddać klimat tekstu, który miał być rapowany na moim podkładzie. Zależało to jednak od wielu rzeczy – od tematu, mojego nastroju… Nie było reguły.

Na płycie z Małolatem wszystkie historie są autentyczne. Do tej pory pamiętam tego sąsiada, który mył swoje dwa dobermany na klatce. Pezet z Małolatem mieszkali bodajże na trzecim piętrze, a ten facet – na drugim. Michał powiedział mi, że chciałby nagrać jajcarski kawałek o sąsiadach i szukałem wtedy sampli pod tę stylistykę. Chodziło o to, by stworzyć coś lekkiego.

Swego czasu głośno było o możliwym projekcie Pezet/Ajron. Dlaczego ostatecznie poprzestaliście na jednym utworze?

To temat na dłuższą rozmowę, ale zasadniczo chodziło o to, że byłem już wyczerpany pracą nad W pogoni za lepszej jakości życiem. Strasznie zawiodło mnie to, że promocja wyjebała się w przeddzień wyjścia albumu.

Tak w ogóle to nie przypominam sobie płyt, które by mnie w jakiś sposób zachęcały do tego, żeby coś nagrać. Nic ciekawego wtedy nie wychodziło, dlatego przestałem słuchać rapu. Równolegle  nagrywaliśmy jakieś kawałki z Pezetem, zrobiliśmy ich sześć. Czułem potrzebę wyjechania i zajęcia się czymś zupełnie innym. Wspominam ten okres jako totalna czarna dziurę. To nie był dla mnie dobry czas.

Naprawdę nie byłeś w stanie w niczym odnaleźć inspiracji? Może wystarczyłoby wtedy zrobić sobie krótką przerwę i powrócić silniejszym?

Powiem inaczej: Noon bodajże po wydaniu płyty Światła Miasta wstawił sampler do szafy i nic nie robił przez dwa lata. Czasem takie okresy oczyszczania organizmu i głowy są ok, wtedy nie wkrada się rutyna.

To nie jest tak, że zrezygnowałem z muzyki czy zakończyłem karierę, bo to śmiesznie brzmi. Po prostu odesłałem produkcję na ławkę rezerwowych.

Mówisz, że strasznie zawiodła Cię promocja albumu. Z perspektywy czasu wiesz, co można było wtedy zrobić lepiej?

Wiesz, trudno promować płytę bez rapera. Wtedy byłem naprawdę zawiedziony, ale myślę, że płyta zyskała dzięki tym wydarzeniom na wiarygodności. Straciliśmy na braku koncertów, ale po paru latach W pogoni nabrało klimatu i smaku tamtych lat. Czas zweryfikował wartość tego krążka.

Wyjechałem półtora roku po premierze, bo odciąłem się od środowiska, nie słuchałem rapu i zostawiłem to wszystko za sobą. Ostatnio, gdy zacząłem częściej przyjeżdżać do Polski, okazało się, że ta płyta odcisnęła swoje piętno na scenie hip-hopowej. Rozmawiałem z wieloma osobami, które bardzo cenię, ale nie znaliśmy się w tamtych czasach, np. z VNM-em. Powiedział mi, że słuchał tego dawniej i jest fanem naszych dokonań. To bardzo miłe.

Czy od czasu, gdy w praktyce zakończyłeś swoją przygodę z muzyką, stworzyłeś jeszcze jakieś kompozycje?

Nigdy nie utrzymywałem się z muzyki. Myślę, że ciężko się z niej wyżyć, równocześnie zachowując świeżość. Nieunikniony jest efekt chęci ulepszenia czegoś, co już jest dobre.

Przede wszystkim nie traktuje muzyki w kategoriach kariery – nigdy nie robiłem i nie chce robić jej dla pieniędzy. Tak jak już wspominałem, śmieję się często z tego określenia, które się utarło: „zakończył karierę”. Według mnie robisz coś, bo sprawia Ci to przyjemność albo chcesz sobie udowodnić, że jesteś do czegoś zdolny.

Np. my z Małolatem w pewnym momencie nagrywaliśmy płytę właściwie do szuflady, dla paru kumpli. Chcieliśmy ją wrzucić do netu albo wydać sami, bo nikt inny nie chciał. Wtedy jednak pojawił się Sokół, który nam pomógł. Odwiesiłem chwilowo muzykę i często za tym tęsknie. Ale to dobre uczucie.

Naprawdę nigdy nie kusiło Cię, by zrobić sobie pracę z tego muzycznego hobby – puszczać bity wielu raperom z całej Polski, mieć za to stały dopływ pieniędzy, a tym samym to lepszej jakości życie właśnie z rapu? To byłoby wygodne rozwiązanie, a ewentualne zarzuty o wtórność? Zwali się na internetowych hejterów.

Nie interesuje mnie zarabianie pieniędzy na muzyce. Żeby mieć z tego kasę na dobry standard życiowy, to trzeba się naprawdę solidnie napracować. Wolę robić muzykę dla przyjemności.

Gdy ludzie do mnie piszą, czy mam jakieś odrzuty albo czy sprzedaję bity, to nie wiem co odpowiedzieć, więc w ogóle nie odpowiadam. Zawsze pracowałem z ludźmi, którymi się jarałem. Tak było chociażby z Małolatem, którego właściwie słabo znałem. Jego poszczególne zwrotki, poczynając od tych najwcześniejszych, robiły na mnie kolosalne wrażenie. Mogę Ci wymienić parę: Historie z sąsiedztwa, Rap robię czy 5 sekund. Jego flow i emocje były nie do podrobienia. Często też zdzwaniałem się z nim i puszczałem mu bity przez telefon, a on rapował do nich teksty. Tak się właśnie wymienialiśmy muzyką.

W każdym razie ja nie sprzedaję bitów. Można się ze mną umówić co najwyżej na barter – zwrotka za zwrotkę. Włodek dograł się na naszą płytę do Przestępczych myśli, a my na W... nagraliśmy kawałek z Eisem na moim bicie. To było załatwiane bez pieniędzy.

Gdybyś teraz miał tworzyć bity, to czy nadal byłyby one zbliżone do tych, jakie słyszeliśmy od Ciebie na przestrzeni lat, czy też „odbiłbyś” w inne, bardziej nowoczesne brzmienia?

Na przestrzeni tych ostatnich paru lat, gdy nic nie wydałem, naturalną koleją rzeczy mój gust ewoluował. Bylem totalnie zmęczony hip-hopem. Słuchałem różnych gatunków i stylów, które na pewno by teraz znalazły przełożenie na mój własny styl produkcji.

Jedna z najciekawszych rzeczy w szeroko pojętym tworzeniu jest moim zdaniem to, że każdy modeluje swoją osobowość i ekspresje przez środowisko, muzykę i rzeczy, które widzi. Oglądam i słucham sporo, a potem przefiltrowuje pod siebie. Dużo nowości by się tam znalazło.

Uważam jednak, że ekstremalne odbijanie w jakieś nowoczesne brzmienia to błąd, który moim zdaniem popełnia zarówno wielu producentów, jak i raperów. Niektórych przypadków jest mi szkoda – robią na siłę i to słychać. Premier ma to samo brzmienie od 25 lat i cały czas dobrze się go słucha. Raekwon rapuje jeszcze lepiej, ale jego styl w ogóle się nie zmienił. Swoją drogą ciekawe co by było, gdyby Volt rozwinął to, co miało taka iskrę na płytach, które wyprodukował. Co jest nauczane, Te chwile i reszta jego bitów to jedne z najlepszych rzeczy, jakie słyszałem w rapie. Redefiniowanie stylu to sztuka, która wychodzi niewielu raperom i producentom, dlatego sam bym był ostrożny. Nowe nie oznacza czegoś lepszego. Nie zamierzam w przyszłości robić muzyki w stylu folk, trap ani dubstep. Wiec tak, nowe wpływy ze starym brzmieniem. Po swojemu i na czasie.

Twój dawny współpracownik Małolat ma w planach wydanie w najbliższym czasie kolejnej solówki. Czy istnieje szansa, że usłyszymy na niej bity od Ciebie, jak za starych, dobrych lat?

Małolat jest właśnie w punkcie, gdzie redefiniuje swój styl i chyba powiedział, że nie chce wracać do tego, co było. Myślę też, że ciężko byłoby nam przeskoczyć jakość i klimat nagrywek z tamtych czasów.

Zostawmy W pogoni w spokoju, już to raz zrobiliśmy. Jakby nam przyszło zrobić coś razem, to musiałoby to naprawdę podnieść poprzeczkę i pozwolić uniknąć porównań do pierwszej wspólnej płyty.

Właśnie, co do redefiniowania stylu przez Małolata: podoba Ci się kierunek, w jakim zmierza? Z jego hashtagów ubaw po pachy ma połowa rapowej Polski, a to nie jest dobrym prognostykiem przed ukazaniem się nowego materiału.

Tak jak mówiłem – trzeba być ostrożnym z tymi nagłymi zmianami stylu. Paru producentom, a także i raperom nie wyszło to na dobre. Mówiąc wprost: z kilku nic nie zostało i pewnie wiesz, o których mówię.

Uważam jednak, że poszukiwania są w porządku, więc mam nadzieję, iż ta płyta wyjdzie Michałowi.

Znany wszystkim Noon wrzucił dwa lata temu do internetu swoje niepublikowane szkice bitów. Nie myślałeś nad tym, by kompozycje Twojego autorstwa, które nie znalazły się ostatecznie na żadnych projektach, dać ludziom do odsłuchu np. za pomocą SoundClouda?

Prawie każdy bit, który zrobiłem, gdzieś wszedł. Po co miałbym wrzucać bity, z których ja nie jestem zadowolony?

Jakiej muzyki obecnie słuchasz? Z Twojego YouTube’a wnioskuję, że rozstrzał gatunkowy może zaskoczyć wielu czytelników.

Jaram się każdym gatunkiem muzycznym. Przesłuchałem tyle płyt, szukając sampli, że mam dużą tolerancje i dystans. Nie wiem, gdzieś tam chyba o tym mówiłem, że graliśmy z mordami producentami i puszczaliśmy różne rzeczy. Ja tam puszczałem swoje lata 80. i 90. – La Bouche, Dr Alban, Big L, Public Enemy, Beastie, a jak poszedł mash-up zespołu Weekend z Sobotą autorstwa 2stego, to gimbaza zaczęła jęczeć. Bo kurwa co? Zajebisty mash-up, znak czasów. Za 20 lat ich dzieci będą tego słuchać jak retro. Franek Kimono też był obciachowy.

Problem jest taki, że wiele osób nie jest w stanie myśleć poza wyznaczonymi ramami. Jaram się Mansonem, który na Mechanical Animals czerpie z glam rocka i Davida Bowie. Robi totalny sampling wszystkich stylów. To jest zajebiste! We wszystkim można znaleźć coś ciekawego. Wkurwia mnie to snobowanie się muzyką. I w ogóle czymkolwiek.

Małolat, Ajron, PezetOd lewej: Małolat, Ajron, Pezet (zdjęcie z profilu Ajrona na myspace.com)

Ciekawi mnie, jakie masz obecnie kontakty z reprezentantami środowiska rapowego.

Bardzo serdeczne. Z Noonem od zawsze byłem w stałym kontakcie, z Sokołem i Maryśką też się przyjaźnię. Spotkałem ich w zeszłym roku na melanżu, gdzie się zgadaliśmy, że fajnie byłoby coś zrobić razem filmowo, więc odświeżyliśmy kontakt. A jak kogoś spotykam po wielu latach jak np. w Giżycku Deszcza, Włodiego czy parę innych postaci to miło się gada. Paru starym znajomym nakręciłem zajawkowo klipy i teraz wszyscy pytają, czy wrócę do bitów. <śmiech>

Jak wspominasz (chyba) najgorsze rzeczy ze swojej muzycznej kariery, czyli sprawę z wykorzystaniem utworu grupy Fatum oraz naruszenie dobrego imienia przez Super Express?

Mówisz o jednej z najlepszych historii do opowiadania? Z Fatum umawialiśmy się w jakichś prze-kurwa-dziwnych miejscach na rozkminianie tematu: ciastkarnia w Metrze Centrum, KFC na Bankowym, Irish Pub na Miodowej… Później z nimi i z jakimiś starymi rockmanami spotkaliśmy się na wódzie. Ktoś od nich straszył nas czy może żartował, że gdyby nie Piotrek to by nas zabili. <śmiech>

Noon mógłby to opowiedzieć, bo ja niewiele pamiętam. Wiem, że musiał zainwestować w taki mini podręcznik prawa autorskiego 3x5cm, który wyglądał komicznie. Ich menadżerka wiozła nas w zimie z tego melanżu jakimś maluchem na kolejny melanż. Dużo zajebistych wspomnień. Pozdrawiam Pedra z Prosto, który nam wtedy pomagał, zachował się bardzo elegancko.

A wiesz, dlaczego w ogóle „wpadłem”? Syn ich ówczesnego managera czy jakiegoś tam działacza fanklubu był słuchaczem Pezeta i przyszedł do ojca, mówiąc: – Tato, tutaj nagrywa on do kawałka Fatum! Potem ustawiałem się z nimi, podpisywałem młodemu płyty, zdobywałem autografy…

Jeżeli chodzi o Super Express, to musieli mi wypłacić grube odszkodowanie, to też dobrze wspominam. Nie wiem, kto kurwa wymyśla takie rzeczy, ale serdecznie pozdrawiam. Czekam na więcej przelewów.

Na pierwszy rzut oka widać, że przeżyłeś parę fajnych przygód. Może masz jeszcze w zanadrzu jakieś anegdotki z tamtych czasów?

No tak, było tego naprawdę dużo, aż sam nie wiem, którą najlepiej przytoczyć.

To był czas totalnych zbiegów okoliczności, miotaliśmy się strasznie – także z wydaniem płyty. Kiedyś poszliśmy do wytwórni, mieliśmy dwa kawałki. Małolat miał praktycznie skończoną płytę z Ciechem, ja miałem im robić bit na ŻądłoWkurwiam się było tak naprawdę produkcją na tamten projekt i to od niej się wszystko zaczęło. Ciechu miał się tam dograć, ale tego nie zrobił, a Michał stworzył z tego solowy kawałek. Później były Przestępcze myśli, tyle że jeszcze w oryginale, czyli z Lerkiem na refrenie i bez Włodka, a bit do Rapu z boiska miał iść pierwotnie do Eldo, ale on uznał, że jest zbyt naiwny.

Zgłosiliśmy się do ITI, bo otwierali wtedy EmbargoNagrania. Tam mieliśmy umówione spotkanie w sali konferencyjnej z jakimś producentem wykonawczym, podobno wielką szychą. Gdy typ usłyszał w pierwszym ze wspomnianych wcześniej kawałków, że Małolat skończył na handlu heroiną, to zwariował i zrobił nam awanturę.

Potem przez półtora roku nie mieliśmy żadnych perspektyw na wydanie tego. Chcieliśmy nawet zaangażować naszego kumpla, który organizował koncerty i miał luźne pieniądze, by nas puścił w obieg, ale nie był pewny, czy wejść w ten biznes. Na szczęście, po przesłanej demówce, skontaktował się z nami Sokół.

To były świetne czasy. Fajna historia wiąże się z kawałkiem W moim świecie Pezeta. Potrzebował on wtedy bitów, ja miałem ciśnienie na nagranie płyty, ale nie miałem żadnych kompozycji. Dałem mu za to swój remix kawałka… z Gier studyjnych, była to bodajże druga wersja Emotion Capture. Stało się tak dlatego, że Noon dał mi sample i powiedział, żebym zrobił z nimi coś w ciemno, bez odsłuchu oryginału. Dołożyłem więc bębny, ale on uznał, że powinniśmy mieć coś wspólnego i tak powstał Full Level, tamto zaś nie weszło. Paweł zaś nagrał na tym bicie dopiero trzy lata później!

Czujesz, że osiągnąłeś w muzyce absolutny szczyt swoich możliwości?

Nie mam poczucia tego, że w czymkolwiek osiągnąłem absolutnie wszystko i mam nadzieję, że tak pozostanie. Chciałem wydać płytę – wydałem, chciałem nagrać kawałki z danymi raperami – nagrałem. Z paroma jeszcze nie nagrałem. Ludzie dobrze to przyjęli i jest ok. Rozwój i ambicja to świetne rzeczy. Myślę też, że nie muszę nikomu niczego udowadniać. Wszystko robię dla siebie, inaczej by mnie to w ogóle nie interesowało.

Mógłbyś przybliżyć, czym dokładnie zajmujesz się w obrębie szeroko rozumianego „filmu”? Szperając tu i tam można odnieść wrażenie, że jesteś prawdziwym człowiekiem-orkiestrą.

Od zawsze robiłem zdjęcia. Dawno temu, jeszcze produkując bity, fotografowałem paru kolegów (m.in. Noona i Włodka) do prasy i na okładki płyt, bo wiedzieli, że się tym jaram. Naturalną koleją rzeczy było dla mnie rozwinięcie się w kierunku tworzenia ruchomych obrazków. Podręcznikowo nazywa się to autor zdjęć filmowych albo operator obrazu.

Na Twojej oficjalnej stronie internetowej (http://michaldabal.com – przyp. red.) nie sposób znaleźć informacji o tym, że kiedyś zajmowałeś się muzyką. Z czego to wynika?

Higiena. Ten, kto zajmuje się wszystkim, nie jest dobry w niczym.

Nie zależy mi na tym, żeby być człowiekiem-orkiestrą. Nigdy bym sam sobie nie zrobił teledysku ani muzyki do filmu. Kiedyś może zajmę się jeszcze czym innym. Odhaczam sobie.

Co uważasz za swój największy sukces zawodowy w obrębie filmu?

To, że nie czuję, iż przepracowałem jeden dzień – to jest zajebiste uczucie. Poznałem masę ciekawych ludzi, odwiedziłem wiele zajebistych miejsc. Kursuję między Polską a Stanami.

Kręciłem dwa lata temu film fabularny z Erikiem Robertsem stylizowany na lata 50. Codziennie mieliśmy pozamykane ulice, bandytów w kapeluszach i samochody z lat 30. Siedziałem sobie tak na krawężniku, gdy się przygotowywaliśmy do sceny i obserwując to wszystko, pomyślałem, że wszystko jest ok. Robię, co chcę.

Czym zajmuje się operator obrazu?

Najprościej mówiąc przełożeniem słowa pisanego ze scenariusza na wszystko to, co widzisz na ekranie – według wizji reżysera i we współpracy z resztą członków ekipy.

Mało kto zdaje sobie z tego sprawę, ale współtworzyłeś reklamy m.in. dla Heinekena i Reserved. Czy praca nad materiałami w formie video jest Twoim głównym źródłem dochodów, czy też utrzymujesz się z jakiegoś stypendium?

<Śmiech> Jeżeli istnieje takie stypendium, to chętnie się podczepię. Masz kontakt?

Nie, ta praca jest moim głównym źródłem dochodów.

Jeśli inspirujesz się jakąś personą związaną z filmem, to którą?

Jest wiele osób wśród filmowców, które podziwiam. Najbardziej inspirująca osoba, jaką znam, to Janusz Kamiński, który jest moim mentorem. Bardzo mi pomógł na początku i pomaga dalej. Pokonał długą i trudną drogę. Warto zapoznać się z jego historia, bo to prawdziwa legenda.

Twoi przyjaciele z L.A. wiedzą, że kiedyś działałeś w branży muzycznej? Jak na to reagują?

Reagują źle…

Nie no, bawi ich to, bo jak oglądają moje zdjęcia z czasów, kiedy nagrywaliśmy z Małolatem, to jestem nie do poznania. Czasami poznają mnie na okładce płyty, która wisi u mnie w mieszkaniu na ścianie. Są w szoku.

Skąd w ogóle wzięła się zajawka na film?

Film jest uzupełnieniem wszystkich istniejących form sztuki: liryki, obrazu, dźwięku, występów i wielu innych elementów, które temu towarzyszą.

Zawsze jarałem się filmem i rapem. Rap poznawałem na filmach: Juice, Who’s the man, Friday, Menace 2 Society, Boyz in da Hood. Zawsze też jarałem się teledyskami. Jak byliśmy małolatami, to kręciliśmy filmy deskorolkowe z muzyką rapowa. Zawsze szło to dla mnie w parze.

Nie masz czasem takich myśli, by częściej tworzyć teledyski? USA daje przecież duże możliwości, a talentu i pomysłów z pewnością by Ci nie zabrakło.

Muszę nad tym pomyśleć.

Powiedz nam na koniec, dlaczego wybrałeś się akurat do Ameryki?

Nie będę wygłaszał zawiłych teorii. Po prostu wychodziły stamtąd wszystkie przez dekady bardzo dobre rzeczy. Z jakiegoś powodu rap i wiele innych rzeczy chwyciły u nas w Polsce i na całym świecie. Może dlatego, że były tworzone przez bardzo zróżnicowane kulturowo środowiska, które są w stanie tworzyć uniwersalne treści. Jednak bardzo lubię także Azję, tam też chciałbym  pomieszkać.

Dziękuję za wywiad i życzę powodzenia. Chciałbyś powiedzieć coś jeszcze na koniec?

Noon, przestań mnie kserować.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Wywiady i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

11 odpowiedzi na „Ajron: – Nie czuję, że w czymkolwiek osiągnąłem absolutnie wszystko i niech tak zostanie

  1. Tajlor pisze:

    Bit do ‚Te chwile’ zrobił Włodi.

  2. Radian pisze:

    Ajron, mordo! wracaj do rap-gry i to jak najszybciej! to chyba jedna z najlepszych wiadomości ubiegłych lat w polskiej rap-grze

  3. KLN pisze:

    Propsy za wywiad.Kosior 😉

  4. w pisze:

    a propos „W moim świecie ” remix do Other Times..

  5. Pingback: Ajron: – Nie czuję, że w czymkolwiek osiągnąłem absolutnie wszystko i niech tak zostanie | kwestierozne

  6. What’s up it’s me, I am also visiting this website on a regular basis,
    this site is truly nice and the viewers are really sharing pleasant thoughts.

  7. Great info. Lucky me I discovered your website by accident (stumbleupon).

    I have book marke it for later!

  8. Wonderful goods from you, man. I have understand your stuff previous to and you’re just extremely magnificent.

    I really like wat you have acquired here, certainly like what you’re stating
    and the way in which you say it. You make it enjoyable and you still care for tto keep
    it wise. I can’t wait to read much more from you.
    Thiis is really a great website.

  9. Ada pisze:

    dobrze powiedziane, wciąż trzeba wymagać od siebie więcej – rozwijać się 🙂

  10. Pingback: Lektura: wywiad Nowaka z Ajronem | RapFanPisak

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s